<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>halowarszawo.pl</title>
	<atom:link href="http://www.halowarszawo.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.halowarszawo.pl</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Wed, 02 Feb 2011 20:29:42 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Sławomir Antonik</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/slawomir-antonik/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/slawomir-antonik/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 31 Dec 2010 14:35:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Burmistrzowie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=216</guid>
		<description><![CDATA[Ze Sławomirem Antonikiem, w latach 2006-2010 Zastępcą Burmistrza Targówka , obecnie wybranym na kolejną kadencję rozmawiamy o rewitalizacji dzielnicy, bezrobociu niepełnosprawnych i walce z gettoizacją.

Halo Warszawo!: Na początku, pytanie związane z tegoroczną rocznicą: jak ocenia Pan poziom rozwoju polskiego samorządu?
Sławomir Antonik: Jesteśmy, można powiedzieć, już trochę douczeni, minęliśmy poziom szkoły powszechnej. Wchodzimy w gimnazjum, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ze Sławomirem Antonikiem, w latach 2006-2010 Zastępcą Burmistrza Targówka , obecnie wybranym na kolejną kadencję rozmawiamy o rewitalizacji dzielnicy, bezrobociu niepełnosprawnych i walce z gettoizacją.</p>
<p></p>
<p><strong>Halo Warszawo!: Na początku, pytanie związane z tegoroczną rocznicą: jak ocenia Pan poziom rozwoju polskiego samorządu?</strong></p>
<p><strong>Sławomir Antonik: </strong>Jesteśmy, można powiedzieć, już trochę douczeni, minęliśmy poziom szkoły powszechnej. Wchodzimy w gimnazjum, a brakuje jak gdyby dwóch rzeczy. Znacznie szerszego spojrzenia tych, którzy tą robotę wykonują, na bazie finansów publicznych, jak również ożywienia mieszkańców, żeby nie traktowali urzędu jako pewnego bastionu broniącego swoich racji, tylko żeby zaczęli traktować urząd jako, siedzibę władz, które im maja służyć</p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Mieszkania komunalne, a gettoizacja</p>
<p><strong>HW: </strong><strong>Dzisiaj dowiedziałyśmy się, z ostatniego numeru „Dzielnicy”, że planują Państwo budowę nowych domów komunalnych. A zawsze przy takich inwestycjach pojawia się pytanie jak budować tak, żeby nie tworzyć gett?</strong></p>
<p>Do mieszkań o gorszym standardzie wprowadzamy osoby, które orzeczeniem sądowym są skierowane do lokalu socjalnego. I w tej grupie oczywiście są tacy, którzy nie radzą sobie finansowo i dlatego podlegają eksmisji. Jest grupa osób, które, z racji tego, że budynki podlegają zwrotowi z dekretu mają wypowiedziane umowy i one też trafiają do lokalu socjalnego. Pomimo, że nie do końca powinny tam trafić. Są osoby, które oczekują, że to miasto rozwiąże ich problemy lokalowe wynikające z rozstania się małżonków. No i ten, najgorszy problem, z osobami, które w ocenie urzędniczej, po przeanalizowaniu wszystkich dokumentów, po sprawdzeniu, poprzez różnego rodzaju wywiady środowiskowe, jak i sposobu podejścia danej osoby do życia i w ogóle do funkcjonowania w społeczeństwie, można uznać, za niereformowalne, które nigdy się nie naprawią, choćby nie wiem, co mogło się dziać. I trzeba chyba z tą myślą się pogodzić, że mniejszą szkodą jest oddzielenie tego typu osób. Ja sobie zdaje z tego sprawę z tego co mówię, ale to jest pragmatyczne podejście, bo mamy do czynienia z osobami, które odbyły karę, nawet karę pozbawienia wolności, wracają do normalnego życia i które mówią, że chcą wreszcie żyć normalnie, chcą się wyrwać ze środowiska i w porządku i tym trzeba dać szanse, bo ludzką rzeczą jest popełniać błędy, natomiast mądrością społeczeństwa, jest to, żeby dać szanse takim osobom, ale są tego typu recydywy, wielokrotne, które w mojej ocenie należałoby oddzielić od tej części społeczeństwa, która chce mieć ta szansę, a którą takie osoby sprowadzają na wcześniej obraną drogę i generują te błędy, które wcześnie zostały popełnione. No niestety jest to nikły procent wśród tych, którzy są w stanie funkcjonować w normalnym społeczeństwie, ale są tacy oportuniści…</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: A ma Pan pomysł, na to jak, jak to robić? W jaki sposób ich rozdzielać i jednocześnie nie….</strong></p>
<p>Nie tworząc skupisk gett?</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: Tak</strong></p>
<p>Bałbym się powiedzieć, że mam na to pomysł, bo pomysłu nie mam. To jest zadanie dla psychologów, rzeszy psychologów, natomiast wyobrażam sobie, że wreszcie ktoś zacznie na ten temat rozmawiać. Nie można udawać, że tego problemu nie ma, bo my widzimy, że wsadzenie tej jednej czarnej owcy, w środowisko, powoduje, że inne szarzeją, a nie ona bieleje&#8230;</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: Ale nie myśli Pan nad tym właśnie, żeby stworzyć jakiegoś innowacyjnego planu, programu?</strong></p>
<p>Powiem inaczej. Takie zalążki zaczęliśmy tworzyć. Bardzo mi się podoba to, ze inicjatywa prezydenta i w ogóle zarządu Warszawy, że zaczął tworzyć strategie społeczną. Tyle tylko, że chciałem podpowiedzieć, bo trochę szerzej tutaj patrzymy na Targówek. Strategia społeczna to nie jest tylko ośrodek pomocy społecznej i pieniądze, które są w programach edukacyjno-społecznych, to są również zasoby lokalowe, to są również boiska sportowe i te, akurat zostały włączone, mówię o edukacji przez sport. Ja bym użył szerszego sformułowania, wychowanie przez sport. Wręcz zaryzykowałbym stwierdzeniem, że czego by miasto nie zrobiło, to wszystko się mieści w strategii społecznej, bo miasto to, co robi, ze swoich pieniędzy publicznych, robi dla swoich mieszkańców. I tutaj najważniejszą rzeczą jest diagnoza środowisk lokalnych. Czyli to, co robią dzielnice, bo miasto nie jest spójne, możemy sobie opowiadać o tym, że ktoś jeden coś pomyśli i „fru” powinno się rozbiec po całym mieście, promieniście, jak w starożytnym Rzymie i powinni wszyscy robić to samo. Nie to samo. Jedne dzielnice są sypialniami, np., Targówkek, drugie są bardziej uprzemysłowione, trzecie są z wielką ilością placówek kulturalno-oświatowych itd. Itd. Każda dzielnica ma swoją specyfikę i nie można tego generalizować i dzielić na poszczególne nurty, czy specjalności. Zadaniem zarządów dzielnic powinna być diagnoza potrzeb danej dzielnicy i z racji przekazania tych wszystkich informacji powinna powstań strategia społeczna, ale z uwzględnieniami do realizacji z uwzględnieniami do lokalnych zapotrzebowań.</p>
<p>Niepełnosprawni</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: Kwestie społeczne, którymi zajmuje się Pan w urzędzie dzielnicy to także niepełnosprawni. Jak, Pana zdaniem wygląda ich sytuacja?</strong></p>
<p>Na Targówku są domy dziennego pobytu dla niepełnosprawnych umysłowo, są prowadzone zajęcia terapeutyczne. Są mieszkania chronione.</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: A co z barierami architektonicznymi dla niepełnosprawnych. Z problemem wyjścia z domu, gdzie windy są nie przystosowane</strong>.</p>
<p>Nowe budynki mieszkalne i zakłady pracy są budowane z myślą o osobach niepełnosprawnych. Rzeczywiście istnieje kłopot z budownictwie z lat 70, gdzie nikt nie uwzględnił ich potrzeb, a w których żyje większość mieszkańców Targówka. Próbowaliśmy wpleść w program rewitalizacyjny Warszawy innych beneficjentów, gdzie można by użyć pieniędzy unijnych, jednak nie spełniamy kryteriów ustawowych dla Mazowsza. Na razie część programu spółdzielnie realizują na miarę możliwości finansowych członków i, co w mojej ocenie jest bardzo dobre współdziałamy z osobami zainteresowanymi, które występują z wnioskiem do PEFRONu o sfinansowanie znaczącej części kosztów. Natomiast poszczególni administratorzy nieruchomości włączają się z programem realizacji tego zadania, czyli opracowują projekt i dokumentacji oraz finansują tę część, której nie finansuje PEFRON i w ten sposób sobie z tym radzimy. Oczywiście jest to kropla w morzu potrzeb. Ale nowe budynki już w standardzie są wszystkie przystosowane, tak żeby każdy mógł skorzystać w zależności od rodzaju schorzenia.</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: A co z bezrobociem wśród osób niepełnosprawnych, czy udało się je jakoś zmniejszyć?</strong></p>
<p>Problem z Targówkiem jest taki, że u nas nie ma zbyt wiele przemysłu.</p>
<p>Mnie się zaś marzy założenie spółdzielni socjalnej nie tylko dla osób niepełnosprawnych, ale bezrobotnych, mających kłopoty finansowe. Nie możemy jednak wystartować i dać tej spółdzielni zginąć od razu na rynku. W związku z tym rozpoczęliśmy program wykreowania liderów i już są pierwsi kandydaci, wstępnie przygotowani z poszczególnych branż, w których ta spółdzielnia socjalna mogła by zafunkcjonować. Myślę, że na bazie takiego pracodawcy, bądź zleceniodawcy jakim może być dzielnica, w zakresie chociażby sprzątania, koszenia trawników, drobnych prac budowlano &#8211; malarskich, dało by się taką spółdzielnię socjalną utworzyć i spokojnie ona by mogła w tym wstępnym etapie zafunkcjonować. Dalej przy w mojej ocenie, zniszczeniu systemu usług podstawowych. typu poprawki krawieckie, szewstwo, kaletnictwo itd itd, tutaj możemy znaleźć niszę. Nie każdego stać na torebkę Gucciego, tych usług jest bardzo mało, a być może wśród tych osób które straciły możliwość funkcjonowania na rynku, którzy żyli z tego typu usług, umożliwienie im wejścia w tą spółdzielnię socjalną, i, przy pewnym parasolu ochronnym funkcjonowania, jest zasadne i pozwoli im wrócić na rynek.</p>
<p>Droga do samorządu i związki z Targówkiem.</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: Na koniec chciałybyśmy zapytać się o Pańską drogę do samorządu?</strong></p>
<p><strong>Jakie są Pana związki z dzielnicą,  w której Pan pracuje? </strong></p>
<p>Z Targówkiem, a poprzednio z Pragą wiążą mnie korzenie rodzinne. Rodzice mojej mamy mieszkali na Widzewskiej na Targówku Fabrycznym, mojego ojca na Tykocińskiej, moje dzieci rodziły się tutaj na Targówku.</p>
<p>Natomiast jeżeli chodzi o naukę samorządu&#8230; Trudno powiedzieć kiedy to nastąpiło, ale myślę, że miało to miejsce jak przestałem zajmować się nauką&#8230; I z pracy naukowej w Instytucie Chemii i Techniki Jądrowej na Żeraniu w zakładzie Jądrowych Metod Inżynierii Materiałowej, przeszedłem można powiedzieć do biznesu i zająłem się z zarządzaniem. Nie prowadziłem nigdy swojej działalności, ale pracowałem w różnych zakładach przemysłowych  w okresie ich przekształceń, więc likwidacji, zmian własnościowych czy też tworzenia nowych podmiotów. Pracowałem z zespołami liczącymi po 100-200 osób nawet do 500 i tam nauczyłem się żeby słuchać co ludzie mają do powiedzenia i co czują, bo maszyna może się zepsuć i można ją naprawić, ale jak się zepsuje załoga, to nie można już nic zrobić. Jednak „szlify totalne”, jeśli chodzi o samorządność, przeszedłem pracując spółdzielni na Bródnie, gdzie mieszkałem. W tej spółdzielni na początku zostałem członkiem, można powiedzieć członkiem wojującym. Wojującym z chęcią wykorzystania nieświadomości członków spółdzielni. W końcu zostałem wybrany na przewodniczącego rady osiedla, nie małego, bo blisko 17 tys mieszkańców i tę funkcję pełnię już trzecią kadencję.</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: A tutaj jak został pan burmistrzem. zastępcą. Bo nie był  pan wybranym radnym?</strong></p>
<p>Ja nie startowałem wyborach samorządowych. Patrząc na sposób funkcjonowania samorządu terytorialnego oceniliśmy jako spółdzielcy że jest zbyt upolityczniony, że to nie służy mieszkańcom. Bawienie się w różnice ideologiczne nie przekłada się nijak na ulice, chodniki, stan trawników, place zabaw i wygodę życia. W związku z powyższym postanowiliśmy powołać komitet wyborczy wyborców utworzony przez spółdzielców, nie spółdzielnię. Postanowiliśmy wystartować jako Komitet wyborczy wyborców ”Mieszkańcy Bródna, Targówka, Zacisza”. Uzyskaliśmy 3 miejsca w radzie dzielnicy i staliśmy się języczkiem u wagi. No i zaczęły się negocjacje w wyniku, których przypadły nam dwa miejsca w zarządzie dzielnicy i ja zostałem wiceburmistrzem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/slawomir-antonik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Raport z badań przeprowadzonych na uczestnikach debaty przedwybrczej z kandydatami na prezydenta m.st. Warszawy przeprowadzonej w dniu 16 listopada 2010 w Auli Kryształowej SGGW</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/raport-z-badan-przeprowadzonych-na-uczestnikach-debaty-przedwybrczej-z-kandydatami-na-prezydenta-m-st-warszawy-przeprowadzonej-w-dniu-16-listopada-2010-w-auli-krysztalowej-sggw/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/raport-z-badan-przeprowadzonych-na-uczestnikach-debaty-przedwybrczej-z-kandydatami-na-prezydenta-m-st-warszawy-przeprowadzonej-w-dniu-16-listopada-2010-w-auli-krysztalowej-sggw/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 31 Dec 2010 12:11:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Debata przedwyborcza - Raport]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=223</guid>
		<description><![CDATA[Badanie etnograficzne debaty przedwyborczej z kandydatami na prezydenta m. st. Warszawy zostało przeprowadzone przez „Stowarzyszenie pracownia Etnograficzna” w ramach projektu «Halo! Warszawo» w odpowiedzi na ogłoszony przez prezydenta m. st. Warszawy konkurs ofert na realizację zadań publicznych w 2010 roku, w zakresie działalności wspomagającej rozwój wspólnot i społeczności lokalnych, polegających na organizacji i realizacji interdyscyplinarnych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Badanie etnograficzne debaty przedwyborczej z kandydatami na prezydenta m. st. Warszawy zostało przeprowadzone przez „Stowarzyszenie pracownia Etnograficzna” w ramach projektu «Halo! Warszawo» w odpowiedzi na ogłoszony przez prezydenta m. st. Warszawy konkurs ofert na realizację zadań publicznych w 2010 roku, w zakresie działalności wspomagającej rozwój wspólnot i społeczności lokalnych, polegających na organizacji i realizacji interdyscyplinarnych zadań dla mieszkańców Warszawy, działaniach mających na celu tworzenie i wzmocnienie mechanizmów samorządności w m. st. Warszawa, a także działaniach związanymi z promocją i wspieraniem wolontariatu.</p>
<p><a href="http://www.halowarszawo.pl/wp-content/uploads/2010/12/raport-halo-warszawo.pdf">Raport</a></p>
<p>Projekt «Halo! Warszawo»1 to apolityczna inicjatywa warszawskich organizacji pozarządowych, która poprzez prezentację wywiadów z najważniejszymi urzędnikami przybliża mieszkańcom miasta samorząd, samorządowców i ich pracę. W przypadku Warszawy istotny jest nie tylko brak uczestnictwa obywateli w procesie podejmowania decyzji, ale przede wszystkim nieznajomość przedstawicieli, ich pracy, dokonań i kompetencji.<br />
Przedmiotem badania była debata przedwyborcza z kandydatami na prezydenta m. st. Warszawy przeprowadzona dnia 16 listopada 2010 w Auli Kryształowej SGGW w godzinach 17.00-19.00 przy ulicy Nowoursynowskiej 166. Debata była inicjatywą młodych ludzi. Propozycję przeprowadzenia debaty wysunęło Stowarzyszenie MłodaRP2, apolityczna organizacja pożytku publicznego, organizator debaty prezydenckiej na Uniwersytecie Warszawskim, która odbyła się w czerwcu br3. Intencją organizatorów było, aby debata była organizowana przez jak najszersze spectrum warszawskich środowisk studenckich i młodzieżowych, organizacji pozarządowych4 i mediów5. Dlatego organizatorzy postanowili stworzyć koalicję popierających i wspierających ideę obywatelskiej debaty przed wyborami na urząd prezydenta Warszawy. Do współpracy zaprosili samorządy i władze wielu uczelni (zarówno publicznych jak i niepublicznych), a także organizacje studenckie, koła naukowe i organizacje pozarządowe działające wśród młodych ludzi. Do udziału w debacie zaproszono wszystkich kandydatów6 na urząd prezydenta m. st. Warszawy i wszyscy kandydaci7 potwierdzili swój udział [sic!]. Zgodnie z planami organizatorów spotkanie miało trwać półtorej godziny. Zostało podzielone na dwie części:</p>
<p>Moderowaną dyskusję kandydatów. Każdy z nich miał w tej części trzy minuty na wypowiedzi na temat trzech najważniejszych dziedzin życia miasta: edukacji, transportu i ekologii.<br />
Rundę pytań od publiczności (zarówno tej realnej jak i tej wirtualnej). Na zakończenie każdy z kandydatów miał półtorej minuty czasu na podsumowanie.</p>
<p>Organizatorzy zdecydowali, że podczas całej debaty każdemu kandydatowi będą przysługiwać dwie minutowe polemiki, które będzie mógł wykorzystać w dowolnym momencie dyskusji. Ponadto wyraźnie zaznaczono, że debata ma charakter otwarty a „jej organizatorami są mieszkańcy Warszawy”. Organizatorzy serdecznie zaprosili mieszkańców miasta do współpracy. Deklarowano, że każdy nich będzie mógł zadać pytanie kandydatom. Można je było przesyłać za pośrednictwem serwisu społecznościowego Facebook (http://facebook.com/debata.waw), a także zadawać podczas samej debaty. „Czekamy na Wasze uwagi, komentarze i propozycje! Zapraszamy do współpracy!” pisali organizatorzy na stronie inicjatywy.<br />
Celem badania było ustalenie jaką motywacją kierują się uczestnicy debaty na prezydenta m. st. Warszawy. Badanie realizowano chcąc zbadać i opisać działania mające na celu tworzenie i wzmocnienie mechanizmów samorządności w m. st. Warszawa. Jego wyniki powinny się przyczynić do lepszego rozumienia motywacji skłaniających uczestników debaty prezydenckiej do udziału w tej formie praktykowania demokracji i tym samym przyczynią się do wzmacniania poczucia wspólnoty samorządowej i budowania społeczeństwa obywatelskiego wśród mieszkańców Warszawy. Dzięki wynikom przeprowadzonego badania będzie można lepiej zrozumieć, co skłania mieszkańców Warszawy do wspólnego działania na rzecz swojej okolicy oraz brania odpowiedzialności za najbliższe otoczenie w formie, jaką jest udział w debacie prezydenckiej.<br />
1 Celem projektu «HALO WARSZAWO!» jest:<br />
Zwiększanie zainteresowania Warszawiaków mechanizmami samorządności w m.st. Warszawie i poszczególnych dzielnicach;<br />
a) Budowanie świadomego społeczeństwa obywatelskiego w dzielnicach i w mieście;<br />
b) Umożliwienie mieszkańcom Warszawy pełnego zapoznania się z poglądami i planami kandydatów na urząd Prezydenta m. st. Warszawy;<br />
c) Działalność profrekwencyjna; namawiania Warszawiaków do oddania głosu w wyborach samorządowych i wspieranie działalności informacyjnej związanej z oddawaniem głosu i podziałem mandatów;<br />
d) Promowanie idei samorządności oraz demokracji pośredniej;<br />
e)Podnoszenie rangi aktu wyborczego wśród mieszkańców Warszawy;<br />
Wzmacnianie wspólnoty samorządowej i wspieranie budowy społeczeństwa obywatelskiego poprzez organizacji debaty przedwyborczej z kandydatami na prezydenta miasta;<br />
Animowanie i pobudzenie mieszkańców Warszawy do wspólnego działania na rzecz swojej okolicy oraz brania odpowiedzialności za najbliższe otoczenie;<br />
a) Pobudzanie mieszkańców Warszawy do zainteresowania się wyborami samorządowymi, udziałem w nich, podjęciem świadomych decyzji przy urnach wyborczych, a w konsekwencji branie odpowiedzialności za te decyzje;<br />
b) Zwiększanie wiedzy na temat przedstawicieli w samorządzie, ich pracy oraz ich kompetencji;<br />
c) Branie odpowiedzialności za swoje otoczenie;<br />
d) Zwiększanie wiedzy na temat partycypacji społecznej mieszkańców miasta poprzez udział w zgromadzeniach publicznych, w tym debatach przedwyborczych; (por. www.halowarszawo.pl).<br />
2 Do grupy organizatorów dołączyły nast. organizacje: Samorząd Studentów SGGW, Samorząd Studentów SGH, Samorząd Studentów Uczelni Łazarskiego, Młodzieżowa Rada Warszawy, Fundacja Studenckie Forum Business Centre Club, Niezależne Zrzeszenie Studentów, Zrzeszenie Studentów Polskich, Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska, Warsztaty Analiz Socjologicznych, Samorząd Studentów Instytutu Polityki Społecznej UW, SKN Konsultingu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, SKN Touching Europe, Katedra Europeistyki WDiNP UW.<br />
3 Informacje dotyczące debaty pochodzą ze strony inicjatywy: www.debata.waw.pl.<br />
4 Partnerami w organizacji debaty zostały dwie kampanie organizacji pozarządowych: Masz głos, masz wybór i Mam prawo wiedzieć.<br />
5 Patronat medialny nad inicjatywą objęły: „Stolica” Warszawski Magazyn Ilustrowany, portal studencki Students.pl , portal studencki dlaStudenta.pl, portal niezależnego miesięcznika studentów SGGW www.magiel.waw.pl.<br />
6 W przeciwieństwie do organizowanej kilka dni wcześniej debaty na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zaproszono tylko troje najbardziej liczących się kandydatów: Hannę Gronkiewicz-Waltz, Czesława Bieleckiego i Wojciecha Olejniczaka.<br />
7 Czesław Bielecki (PiS), Danuta Bodzek (PSL), Waldemar Fydrych (Komitet Wyborczy Gamonie i Krasnoludki), Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO), Janusz Korwin-Mikke (UPR), Katarzyna Munio (bezpartyjna), Wojciech Olejniczak (SLD), Piotr Skulski (Polska Patriotyczna), Cezary Stachoń (Lepsza Polska), Piotr Strzembosz (Prawica Rzeczpospolitej, UPR), Romulad Szeremietiew (niezależny).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/raport-z-badan-przeprowadzonych-na-uczestnikach-debaty-przedwybrczej-z-kandydatami-na-prezydenta-m-st-warszawy-przeprowadzonej-w-dniu-16-listopada-2010-w-auli-krysztalowej-sggw/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Włodzimierz Paszyński</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/wlodzimierz-paszynski/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/wlodzimierz-paszynski/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Dec 2010 15:29:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Prezydenci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=213</guid>
		<description><![CDATA[Włodzimierz Paszyński to postać niezwykła. Człowiek z powołaniem… Doświadczony urzędnik i nauczyciel, który nigdy nie odżegnał się od ukochanego zawodu. W latach 80  tworzył pierwszą autorską klasę na warszawskim Żoliborzu, Po 1989 roku zaangażował się w zakładanie pierwszą szkół niepublicznych. W latach 90 był kuratorem oświaty, potem podsekretarzem stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Włodzimierz Paszyński to postać niezwykła. Człowiek z powołaniem… Doświadczony urzędnik i nauczyciel, który nigdy nie odżegnał się od ukochanego zawodu. W latach 80  tworzył pierwszą autorską klasę na warszawskim Żoliborzu, Po 1989 roku zaangażował się w zakładanie pierwszą szkół niepublicznych. W latach 90 był kuratorem oświaty, potem podsekretarzem stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu, a wreszcie został powołany na funkcję zastępcy <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prezydenci_Warszawy">prezydenta m.st. Warszawy</a> do spraw edukacji, polityki społecznej, sportu i rekreacji oraz ochrony konserwatorskiej zabytków. Jego niezwykłość nie polega jednak tylko na profesjonalizmie. Włodzimierz Paszyński nigdy nie przestał być nauczycielem.</p>
<p><strong>Z Włodzimierzem Paszyńskim, </strong>wiceprezydentem m. st. Warszawy rozmawiamy o pracy nauczyciela, realizacji swoich pasji i przygotowywaniu Społecznej Strategii Warszawy.</p>
<p></p>
<p><a href="http://bip.warszawa.pl/Menu_podmiotowe/Zastepcy_Prezydenta/Wlodzimierz_Paszynski/default.htm" target="_blank">Włodzimierz Paszyński: </a>Nie jestem pewien, czy trafiłyście do dobrego klienta. Ja w samorządzie nigdy nie pracowałem. Obecna praca jest moim pierwszym takim doświadczeniem.</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: Zacznijmy więc od tego, w jaki sposób, Pan jako znany i ceniony nauczyciel i były warszawski kurator oświaty, trafił do Ratusza?</strong></p>
<p>Można powiedzieć, że dostałem telefon, potem spotkałem się z prof. Hanną Gronkiewicz-Waltz, a potem już tu pracowałem. Ale oczywiście to ogromne uproszczenie. Za tym kryją się wszystkie moje doświadczenia. Odpowiedź na to pytanie jest więc dużo trudniejsza i dużo bardziej złożona.</p>
<p><strong>Więc jak to się stało? </strong></p>
<p>Skończyłem Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Rejtana w Warszawie, następnie polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Ale tak na prawdę to, co mnie ukształtowało w tym czasie to harcerstwo, Funkcjonowałem tu przez wiele lat i to ono mnie nauczyło mnóstwa rzeczy, których nie nauczyła mnie szkoła i uczelnia. Robiliśmy fajne i wartościowe rzeczy zarówno dla dzieciaków jak i dla siebie.  Co warto podkreślić, nie zawsze to, co robiliśmy, było związane z obowiązującym wtedy systemem.</p>
<p><strong>Była połowa lat 70-tych, epoka Gierka, Pan właśnie skończył polonistykę. Chciał Pan zostać nauczycielem?</strong></p>
<p>Po studiach wiedziałem, że chcę iść do szkoły, że chcę uczyć. Wydawało mi się, że to jest zawód specjalnie dla mnie, i tak rzeczywiście było. Miałem poczucie, że praca w szkole to uprawianie wolnego zawodu. <strong>Zamykam za sobą drzwi, jestem wolny, w wolnej klasie.</strong> Robimy to, co chcemy, czytamy to, co chcemy, oczywiście realizując program, bo program języka polskiego nie był wcale taki zły. Efektem mojego zaangażowania w edukację było zainicjowanie pierwszej w Polsce klasy z autorskim programem nauczania. To był wrzesień 1981 roku w XXXIX LO im. Lotnictwa Polskiego.</p>
<p><em><strong>Dewulot </strong></em><strong>to dziś zupełnie przeciętny bielański ogólniak. Jak to się stało, że powstała tam pierwsza w Polsce klasa tego typu?</strong></p>
<p>Wraz z matematyczką, Marzeną Łukomską, opracowaliśmy absolutnie autonomiczną koncepcję wychowawczą. Wiedzieliśmy, co chcemy z tymi młodymi ludźmi robić. Zresztą, okazało się, że jeszcze osobno robiliśmy to samo. Chodziliśmy z uczniami  po górach, pływaliśmy kajakiem, robiliśmy teatr,pisaliśmy…. Ważne, było także to, że po prostu się lubiliśmy. Chcieliśmy także zrobić pierwszą w kraju próbę skorelowania treści przedmiotowych. W rezultacie opracowaliśmy cały nowy program nauczania dla tej eksperymentalnej klasy. Pomysł był taki, że jeśli coś ma z czegoś wynikać, ma to na prawdę wynikać. Nie dokonalibyśmy tego, gdyby nie praca całego zespołu, naszych kolegów i koleżanek z rady pedagogicznej. Do dziś cenię sobie ten zespołowy sposób pracy. Niestety, zaraz potem wprowadzono stan wojenny, a rok później, naszą klase zamknięto.</p>
<p>Przez całe lata osiemdziesiąte oprócz pracy nauczycielskiej coś „knułem”. To było normalne. Z grupą przyjaciół wydawaliśmy pismo oświaty niezależnej „Tu i teraz”. Byliśmy też związani z „KOS-em”. A po wyborach 1989 roku ta sama grupa przyjaciół zaczęła tworzyć <em>Bednarską</em> (I Społeczne Liceum Ogólnokształcące przy ul. Bednarskiej – przyp. red.). Wymyślaliśmy całą koncepcję wychowania i edukacji w tej szkole. Jednocześnie nie miałem żadnych ambicji natury politycznej. Nie byłem związany z Komitetem Obywatelskim. Skupiłem się na pracy w nowej szkole.</p>
<p><strong>Po jakimś czasie ogłoszono konkurs na kuratora oświaty. Wygrał go człowiek, który zainicjował słynne koncerty z okazji dnia wiosny organizowane na Agrykoli, który wprowadził do stołecznych szkół tematykę AIDS. </strong></p>
<p>Tak, wybrano mnie i w okresie 1990–1998 byłem stołecznym kuratorem oświaty. Usilnie mnie zresztą namawiano, bym w tym konkursie wystartował. Na początku próbowałem łączyć pracę w kuratorium z <em>Bednarską</em>, ale to było trudne i męczące. Po jakimś czasie przekazałem pracę w szkole swojej studentce. Nie mogłem jednak wytrzymać bez dydaktyki, więc wymyśliliśmy Kolegium Nauczycielskie, które do dziś działa na ulicy Czerniakowskiej. Gdy po ośmiu latach, na fali krytyki reformy oświaty, zakończyłem pracę w kuratorium, trafiłem do Kolegium. Po dwóch czy trzech latach, tym razem rząd SLD, postanowił wycofać się z części reform wprowadzonych przez rząd AWS. Na kilka miesięcy trafiłem wtedy do ministerstwa jako podsekretarz stanu. Wróciłem jednak do Kolegium i do szkoły. Tym razem zostałem polonistą w w LXIII Liceum Ogólnokształcącym im. Lajosa Kossutha.</p>
<p><strong>Po pracy w kuratorium i ministerstwie wrócił Pan do szkoły?</strong></p>
<p>Wróciłem, ja zawsze wracam do szkoły.</p>
<p><strong>Nigdy nie chciał Pan wykorzystać okazji i piąć się dalej po szczeblach kariery? </strong></p>
<p>Ja się nigdzie nie pnę. To inni mnie popychają. I na tym rzecz polega. Chciałbym, żeby tak pozostało. Ja nie jestem politykiem zawodowym. Nigdy nim nie byłem i nie będę.</p>
<p><em><strong>Bednarska</strong></em><strong> to szkoła-legenda, słynąca ze specyficznego sposobu pracy z młodzieżą i specyficznej atmosfery. Jak Pan się odnalazł w przeciętnym Kossuth’cie?. </strong></p>
<p><em>Bednarska</em> to był zamknięty rozdział. A Kossuth? Tam jest fajny zespół nauczycieli. Zresztą, każda szkoła jest szkołą. Każdej można szpilkę wetknąć, można znaleźć jakieś wady. Klasa autorska w tzw. <em>Dewulocie</em> to był eksperyment. <em>Bednarska</em> w założeniu też nie miała być taka „elitarna”. Chcieliśmy stworzyć szkołę dla młodych myślących ludzi, którzy nie są kujonami, nie są łatwo manipulowani, ale krytycznie patrzą na świat. Chodziło o ludzi twórczych, otwartych. Po latach pracy muszę przyznać, że ze wszystkimi gromadkami swoich uczniów i niezależnie od tego, kto którą szkołę kończyli, mam sporo kontaktów.</p>
<p><strong>Nie przeraziła Pana perspektywa zmiany klasy szkolnej na  miliony warszawiaków ?</strong></p>
<p>To jest zupełnie inna sytuacja. Jeśli chodzi o uczniów, ja zawsze miałem poczucie bezpośredniej odpowiedzialności za ich życie, za to co do ich życia wnosiłem. Pracując w urzędzie nie mam tak bezpośredniego przełożenia na konkretnych ludzi. W imieniu Prezydenta m.st. Warszawy zajmuję się zadaniami z zakresu edukacji, polityki społecznej, sportu i rekreacji oraz ochrony konserwatorskiej zabytków, czyli w sporej części tym, czym zajmowałem się przez cale życie.</p>
<p><strong>Pana praca to budowa planów, wizji, czy raczej ich realizacja?</strong></p>
<p>Sprawuję nadzór nad biurami edukacji, polityki społecznej, sportu i rekreacji oraz biurem stołecznego konserwatora zabytków. Moje prawdziwe i najważniejsze zadanie polega na tym, żeby spróbować  w każdej z dziedzin przygotować pomysł na rozwój miasta w perspektywie kilku, kilkunastu lat. Chodzi o perspektywę, która może ulegać zmianom, ale żeby jednak było wiadomo w jakim kierunku mamy podążać. Taką perspektywę zawarliśmy w najistotniejszym dokumencie – <a href="http://strategia.um.warszawa.pl/">Społecznej Strategii Warszawy</a>. Strategia  jest najbardziej ogólnym dokumentem, mówiącym o różnych kwestiach dotyczących rozwoju stolicy.</p>
<p><strong>Mówi Pan, że to wizja ogólna. A co ze szczegółami? </strong></p>
<p>Wizja bardziej szczegółowa jest w zawarta w poszczególnych dokumentach, na przykład tym dotyczącym opieki i ochrony zabytków. Ta dotycząca sportu będzie wkrótce w konsultacjach społecznych. Natomiast wizja rozwoju polityki edukacyjnej była pierwszym dokumentem tego typu, która celowała w horyzont 2012 roku. Mimo to wskazała kierunek rozwoju na najbliższe 4 czy 8 lat. Na ostatnim etapie przygotowań jest też program rozwoju kultury, czyli strategia kulturalna, która za chwile będzie pokazana jako dokument do dyskusji. Na pewno przed końcem tej kadencji zdążymy ją zatwierdzić. Najbardziej dramatyczna była sytuacja Społecznej Strategii Warszawy, bo jej przygotowanie było przewidziane na koniec 2008 roku. To była mordercza praca, bo wbrew pozorom kilkanaście miesięcy nie wystarcza na przygotowanie takiego dokumentu. Na szczęście jest już gotowa i nie muszę się jej wstydzić.</p>
<p><strong>Po co to wszystko? Do czego jest nam ta Strategia potrzebna? </strong></p>
<p>Strategia określa cele do jakich powinno dążyć miasto. Ich realizacja pozwoli na wzmocnienie Warszawy jako aktywnego samorządu współpracy i partnerstwa, stwarzającego mieszkańcom zarówno możliwości rozwoju, jak i poczucie bezpieczeństwa – tak mówi sama Strategia.</p>
<p>Jeśli jesteście zainteresowani Społeczną Strategią Warszawy zachęcamy do lektury <a href="http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosc/dzialaj/565406.html" target="_blank">wywiadu z Włodzimierzem Paszyńskim dla portalu NGO.PL</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/wlodzimierz-paszynski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ewa Masny</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/ewa-masny/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/ewa-masny/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Dec 2010 22:40:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Radny m. st. Warszawy]]></category>
		<category><![CDATA[wawer]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=209</guid>
		<description><![CDATA[Z Ewą Masny, etnografką i Radną Warszawy, rozmawiamy o pracy Rady, współpracy z organizacjami pozarządowymi i wyzwaniach jakie czekają warszawską Komisję Ładu Przestrzennego w nadchodzącej kadencji.

Halo Warszawo!:Jak się zaczęła Pani kariera samorządowa? 
Ewa Masny: Gdybym chodziła do przedszkola, a w przedszkolu byłby samorząd to pewnie bym w nim była. Zawsze robiłam coś ponad to, co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Ewą Masny, etnografką i Radną Warszawy, rozmawiamy o pracy Rady, współpracy z organizacjami pozarządowymi i wyzwaniach jakie czekają warszawską Komisję Ładu Przestrzennego w nadchodzącej kadencji.</p>
<p></p>
<p><strong>Halo Warszawo!:Jak się zaczęła Pani kariera samorządowa? </strong></p>
<p><strong>Ewa Masny</strong>: Gdybym chodziła do przedszkola, a w przedszkolu byłby samorząd to pewnie bym w nim była. Zawsze robiłam coś ponad to, co było obowiązkiem. A jeśli chodzi o prawdziwy samorząd, to wszystko zaczęło się w 1994 roku. Warszawa została podzielona nową ustawą warszawską na gminy, odbywały się wybory. Przyszli więc do mnie ludzie i zapytali, czy nie chciałabym kandydować do rady gminy z ich lokalnej listy. Po dwóch dniach przyszli z drugiej, a kolejnych kilku dniach z trzeciej listy. Wtedy pomyślałam, że może coś w tym jest. Wcześniej kilka rzeczy lokalnie zrobiłam. Przede wszystkim w 1989 roku weszłam w środowisko organizujące szkoły niepubliczne. Razem z Krystyną Starczewską, z Cezarym Leżeńskim i obecnym wiceprezydentem miasta Włodzimierzem Paszyńskim, zakładałam w Warszawie pierwsze 4 niepubliczne licea. Stąd ludzie mnie znali i zaproponowali kandydowanie. Od tego czasu jestem zaangażowana w pracę samorządu.</p>
<p><strong>Najpierw kandydowała Pani z lokalnej listy. Dziś jest pani członkinią Platformy Obywatelskiej? Dlaczego z takich lokalnych komitetów przeszła Pani do listy partyjnej? </strong></p>
<p>Lokalne ugrupowania w dużych miastach przestały mieć rację bytu. Nie było na nie zapotrzebowania. Jeżeli chciało się być w samorządzie i mieć wpływ na zmiany, należało zaangażować się politycznie. Dlatego znalazłam swoje miejsce w  PO. Proszę zwrócić uwagę, że w Radzie Miasta, w której teraz jestem, właściwie nigdy nie było lokalnych ugrupowań.</p>
<p><strong>Pani jest pierwszą osobą z Rady Miasta, z którą rozmawiamy, więc jeżeli może Pani powiedzieć w kilku słowach czym Rada Miasta się zajmuje i czym różni się od Rady Dzielnicy? Jakie są jej kompetencje? </strong></p>
<p>To wynika z ustawy warszawskiej, która jest <em>lex specialis. </em>Nie<em> </em>ma drugiego takiego prawa w odniesieniu do jakiegokolwiek innego miasta w Polsce. Warszawskie dzielnice mają ograniczoną samodzielność, ich budżet ustala Rada Miasta. To tutaj, w Radzie Miasta, rozgrywają się wszystkie strategiczne sprawy. Ustawa była dwukrotnie zmieniania. Dlaczego? Wcześniej samodzielne gminy dysponujące własnym budżetem, do którego realizacji nikt się nie wtrącał, nie wykonywały zadań ogólnomiejskich. Nikt nie chciał płacić z dobrej woli na tramwaje, na drogi, spalarnie, oczyszczalnie ścieków czy zajezdnie autobusowe. Był zapis w ustawie o stworzeniu związku komunalnego, jednak przez 4 lata nie został wykonany, ponieważ gminy nie doszły do porozumienia. Teraz rady dzielnic decydują o tym co jest im najbliższe: czy budujemy ulicę X bo mamy tyle pieniędzy, czy ulicę Y, czy będziemy ocieplać szkołę podstawowa, czy zrobimy boisko przy innej szkole.</p>
<p><strong>A państwo w radzie miasta, jakie decyzje podejmujecie?</strong></p>
<p>Podejmujemy decyzje dotyczące całego miasta i mające długoterminowe skutki, np. opracowujemy strategię polityki edukacyjnej Warszawy na najbliższe 6 lat. Określamy priorytety, by później do tego dopasować budżet, Obecnie podjęliśmy problem uczniów niepełnosprawnych w szkołach. Staramy się uczniów posyłać nie do szkół specjalnych, nie do integracyjnych, tylko o ile jest możliwe, oczywiście zgodnie z orzeczeniami poradni psychologicznych, do szkoły ogólnodostępnej. To jest najlepsze dla uczniów, ale niestety kosztowne, wyjście. Często wymaga dania nauczyciela wspomagającego, tzw. nauczyciela cienia. To są strategiczne decyzje i dotyczą każdej dzielnicy.</p>
<p><strong>Pracuje pani w Komisji Edukacji i Rodziny. Proszę powiedzieć, jak ona pracuje, jak ona funkcjonuje, z ilu osób się składa? </strong></p>
<p>To jest kilkanaście osób. W poprzedniej kadencji w Komisji Edukacji było 14 osób. Na początku zajmujemy się opracowaniem strategicznych dokumentów. My robiliśmy to wspólnie z Biurem Edukacji. Na ogół jednak wygląda to tak, że biuro przygotowuje projekt, by potem radni nad tym debatowali. Mówią: „to jest dobrze, to jest nie dobrze, to chcemy zupełnie inaczej”. U nas było podobnie,i ostatecznie wspólnie wypracowaliśmy kształt tego dokumentu.Później Rada, takie opracowanie wychodzące z komisji, najczęściej przyjmuje, ale opinia komisji nie jest tu dla Rady wiążąca i może zdecydować inaczej. Tak pracuje komisja.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A w trakcie kadencji? Już w trakcie kadencji</strong></p>
<p>Członkowie komisji wnoszą własne tematy. Do mnie zaczęli przychodzić rodzice uczniów niepełnosprawnych, z różnych stowarzyszeń, z chorobą Aspergera, z ADHD. Okazało się, że jest problem. Postawiłam więc wniosek na komisji, aby powołać zespół wspólnie z Komisją Pomocy Społecznej. Przez kilka miesięcy wraz z rodzicami działającymi w organizacjach pozarządowych wypracowaliśmy nowy model finansowania nauki tych uczniów. Chodziło o to żeby pieniądze rzeczywiście szły za tymi uczniami, którzy mają dofinansowanie specjalne i żeby nie rozpływały się w szkolnym budżecie. Jeżeli są pieniądze na przysłowiowego Jasia przeznaczone, to żeby Jaś te 40 tys. w ciągu roku dostał rzeczywiście na swoje potrzeby, czyli albo na wspomagającego nauczyciela, albo na miejsce dostosowane do jego potrzeb.</p>
<p><strong>A jak pracuje się w tych komisjach, mam na myśli w komisji edukacji było 14 osób, czy jest chęć i wola współpracy?</strong></p>
<p>Tak, w komisjach rzadko wychodzą podziały polityczne, tam się pracuje bardzo merytorycznie, rozwiązuje się problem choć czasem wychodzą napięcia polityczne związane ze sposobem widzenia różnych spraw, bo jeden by załatwił coś bardziej rynkowo, a drugi bardziej dofinansowując z pustej kieszeni, ale to się uciera w komisjach. No chyba, że właśnie jest tak, że coś jest zdecydowanie nie po myśli któregoś z klubów i on wtedy powiedzmy wstrzymuje się od głosu w trakcie głosowania w Radzie, albo głosuje przeciw, najczęściej to wychodzi w takich głosowaniach typu gospodarczego &#8211; prywatyzować SPEC, czy nie prywatyzować SPECu.</p>
<p><strong>Czy mieszkańcy nie wiedzą, na czym polega praca komisji? </strong></p>
<p>Z moich obserwacji wynika, że ludzie to coraz lepiej wiedzą. Kiedyś pies z kulawą nogą nie przychodził na spotkania komisji. Nawet wtedy, kiedy one dotyczyły spraw dotykających bezpośrednio warszawiaków. Jednak to społeczeństwo obywatelskie systematycznie się buduje. Ludzie wiedzą, że mogą przyjść i powiedzieć, że mają prawo bronić swojego zdania i swojego dobra. Widać, że to się o zmienia i rzeczywiście na wszystkie komisje przychodzą ludzie. Przede wszystkim wtedy, kiedy ich to dotyczy, a czasami kiedy chodzi o zagospodarowanie jakiegoś terenu budzącego emocje, choćby tereny wokół skoczni. Przychodzą na Komisję Rewizyjną, bo to są <em>ich</em> sprawy. Oni napisali skargę i przychodzą często przedstawić swoją rację, gdy ta skarga jest rozpatrywana. Ludzie obserwują w internecie jaki jest temat spotkania komisji, która godzina, przychodzą i przedstawiają swoje zdanie.</p>
<p><strong>Od jakiegoś czasu działa Centrum Komunikacji Społecznej, pracują Komisje Dialogu Społecnego. Co pani sądzi o ich pracy? </strong></p>
<p>Zdobywamy coraz więcej doświadczenia w kontaktach władza &#8211; obywatel, czy instytucja miejska &#8211; obywatele sprawdzają się właśnie negocjatorzy, fachowcy,W tej chwili nie jest tak prosto, że władza sobie coś wymyśli i tak ma być, bo jak opracowuje się taką strategię, jak opracowywaliśmy swojego czasu strategię rozwoju edukacji na kilka lat, ludzie tam przychodzą, konsultują, oni dostają na kolejnych etapach opracowania i mówią tu nam się nie podoba, tu nam się nie podoba, tu byśmy zmienili tak, a tu byśmy zmienili tak. Robią własne projekty, które w jakiś sposób pokazują problem w tych momentach, których jak gdyby władza nie widzi, albo udowadniają władzy, że się myliła..</p>
<p><strong>W tej kadencji, w jakich komisjach będzie Pani teraz zasiadać?</strong></p>
<p>Dzisiaj właśnie będą wybory komisji i będę również w Komisji Ładu Przestrzennego i Komisji Edukacji. Z tym, że tą kadencję poświęcam bardziej Komisji Ładu, jestem przewidziana na jej przewodniczącą, więc będę musiała się skupić na tym, aczkolwiek nie opuszczę tych różnych moich podopiecznych, których wspomagałam przez 4 lata na polu edukacyjnym.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>A jak Pani myśli, jakie są wyzwania dla Komisji Edukacji w nadchodzącej kadencji? Nad czym chciałaby Pani pracować?</strong></p>
<p>Na pewno w dalszym ciągu trzeba pracować nad problemami niepełnosprawnych uczniów. Są przypadki, gdy możliwa jest jedynie edukacja indywidualna.. Problemem w tym przypadku nie jest moim zdaniem kwestia ceny. Jeżeli drogo kosztuje indywidualne nauczanie, to jeszcze drożej może kosztować zagospodarowanie takiego ucznia w szkole. Nie jest więc to kwestia finansów. Rozstrzygające powinno być to, co jest najlepsze dla tego ucznia.</p>
<p><strong>Myśli Pani, że ten problem to kwestia też budżetu, który nie jest dobrze rozdysponowany?</strong></p>
<p>Budżet jest zawsze za mały. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że edukacja zabiera prawie połowę budżetu miasta.To są ogromne kwoty i tu jest wiele rzeczy, na pewno jeszcze do zmiany i można, szukać, źródła różnych oszczędności. W tej chwili na pewno, ogromnym problemem będzie wielka alokacja szkół, bo są szkoły, które są puste, są dzielnice, gdzie są miejsca w przedszkolach, a w innych nie ma ich wcale i to jest poważny problem do rozstrzygnięcia, czy budować i gdzie budować&#8230;.</p>
<p><strong>A w przypadku Komisji Ładu Przestrzennego, nad czym będziecie Państwo musieli w najbliższym czasie pracować?</strong></p>
<p>To jest komisja, która ma bardzo dużo pracy, ponieważ ustawowo zostały unieważnione wszystkie plany i miasto zostało bez planów zagospodarowania. To był skandal, część Warszawy nie ma w tej chwili aktualnych planów .  Pod koniec kadencji zostało opracowane sprawozdanie, gdzie wskazujemy w których obszarach te plany są najbardziej potrzebne, żeby nie zaburzyć, żeby ochronić te tereny, które są zagrożone dzikim budownictwem i nieładem w przestrzeni.</p>
<p><strong>A Pani jako główna przewodnicząca tej komisji, czego najbardziej obawia się w tych pracach przez najbliższe 4 lata?</strong></p>
<p>Najtrudniejsze to jest to, że spieszymy się z tymi planami, realizujemy je jak najszybciej, a dzielnice, które wydają pozwolenia na budowę na swoim obszarze, w miejscach, które są strategicznie dla miasta, mogą wstrzymać pozwolenia tylko na 12 miesięc.y. Konstruowanie planów może trwać 2,5 roku. I z jednej strony my oglądamy plan, ktoś ma zastrzeżenie, trzeba to poprawić, a czas mija. I nagle okazuje się, że w miejscu gdzie miała być szkoła, ktoś postawił dom. Szkoły nie będzie, bo ten teren poprzednio nie był zarezerwowany pod edukację.</p>
<p><strong>I co w takim wypadku?</strong></p>
<p>Trzeba zmienić plany. To trwa mniej więcej tak długo jak tworzenie planu. Gdy nie ma planów, to pozstaje <em>s</em><em>tudium</em> uwarunkowań i <em>warunków zagospodarowania</em>. Duże obszary miasta są kwalifikowane jako usługowe, mieszkaniowe, zarezerwowane na edukację. Wtedy oczywiście nie wolno wydać pozwolenia na budowę fabryki w miejscu przeznaczonym w studium pod budownictwo mieszkaniowe.</p>
<p><strong>Kończąc chciałybyśmy zapytać, o Pani doświadczenia ze studiów w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego. Wtedy pisała pani o roli </strong><strong>społecznego referenta do spraw kultury w aktywizacji kulturalnej wsi. A dziś j</strong><strong>aki ma to dziś wpływ na Pani pracę w samorządzie? </strong></p>
<p>Wpływ jest ogromny. Te studia dają człowiekowi bardzo szerokie spektrum wiedzy humanistycznej z pogranicza socjologii i psychologii, antropologi kultury. Uczą patrzeć na człowieka, jako na partnera. Człowiek jest zawsze partnerem i druga strona nie jest ani gorsza ani lepsza, ma jedynie coś do przekazania. Musimy umieć się ze sobą porozumieć. Podczas zjazdu absolwentów okazało się, że bardzo wielu z nas działa w samorządzie.</p>
<p><em>Wywiad przeprowadziły:</em></p>
<p><em>Anna Czyżewska </em></p>
<p><em>Anna Huras</em></p>
<p><strong>Ewa Masny</strong>, urodzona w Warszawie. Ukończyła studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego uzyskując tytuł magistra etnologii. W 1989 r. zaangażowała się w tworzenie pierwszych w kraju szkół społecznych. Jako Prezes Samodzielnego Koła Społecznego Towarzystwa Oświatowego doprowadziła do utworzenia Społecznego Liceum Ogólnokształcącego nr 6 w Warszawie i została pierwszym dyrektorem tej szkoły. W 1994 roku została radną Rady Gminy Warszawa Wawer w kadencji 1994-1998. Jesienią 1998 r. została wybrana w wyborach samorządowych do Rady m.st. Warszawy, a następnie powołana na zastępcę Burmistrza do spraw społecznych w Gminie Warszawa Wawer. Od 2005 roku pracuje przy realizacji projektów edukacyjnych , finansowanych z Europejskiego Funduszu Społecznego – obecnie w Ośrodku Rozwoju Edukacji. W kadencji 2006-2010 jako radna Rady Warszawt pracowała w komisjach: Edukacji i Rodziny, Ładu Przestrzennego i Rewizyjnej Rady Miasta. 21 listopada 2010 została ponownie wybrana do Rady Warszawy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/ewa-masny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Adam Grzegrzółka</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/adam-grzegrzolka/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/adam-grzegrzolka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Dec 2010 13:20:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Burmistrzowie]]></category>
		<category><![CDATA[Praga Południe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=198</guid>
		<description><![CDATA[Z Adamem Grzegrzółką, w latach 2006-2010 Zastępcą Burmistrza Pragi Południe, obecnie wybranym na kolejną kadencję rozmawiamy o rewitalizacji dzielnicy, konsultacjach społecznych i samorządowej popularności.

Halo Warszawo!: W samorządzie Pragi Południe znalazł się Pan jako 23-latek. Skąd u tak młodego człowieka pomysł, by zająć się pracą na rzecz dzielnicy?
Adam Grzegrzółka: Interesowałem się życiem społecznym od wczesnego liceum. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Adamem Grzegrzółką, w latach 2006-2010 Zastępcą Burmistrza Pragi Południe, obecnie wybranym na kolejną kadencję rozmawiamy o rewitalizacji dzielnicy, konsultacjach społecznych i samorządowej popularności.</p>
<p></p>
<p><strong>Halo Warszawo!: W samorządzie Pragi Południe znalazł się Pan jako 23-latek. Skąd u tak młodego człowieka pomysł, by zająć się pracą na rzecz dzielnicy?</strong></p>
<p>Adam Grzegrzółka: Interesowałem się życiem społecznym od wczesnego liceum. Działałem w organizacjach pozarządowych, angażowałem się w działalność szkoły. Udzielałem się też w Centrum Edukacji Obywatelskiej, które prowadziło projekty na rzecz aktywnego uczestnictwa młodzieży w życiu społecznym. Miałem też dość sprecyzowane poglądy polityczne. Zapisałem się do młodzieżówki Unii Wolności. Wciągnęło mnie to. Kiedy w 2000 r. wprowadzono zarząd komisaryczny w ówczesnej Gminie Warszawa-Centrum, zająłem się układaniem list przed nowymi wyborami. Jestem od dziecka związany z Pragą Południe i pomyślałem, że też mógłbym wystartować. Tu chodziłem do różnych szkół, tu mam znajomych.</p>
<p><strong>Mała ojczyzna?</strong></p>
<p>Tak, emocjonalnie jestem stąd. Wystartowałem w tamtych wyborach mając świadomość, że to próba sił, a nie realna walka o zwycięstwo. Unia nie mogła wtedy liczyć na zbyt duże poparcie. Jednak zdobyłem sporo głosów, co było pewnym zaskoczeniem. Dużo mnie to nauczyło i chociaż nie zakończyło się sukcesem, to wiem, że było bardzo potrzebne.</p>
<p><strong>Jaka była wtedy Praga Południe?</strong></p>
<p>Nie miałem wtedy świadomości problemów społecznych. Chodzi mi o osoby korzystające z ośrodka pomocy społecznej czy zmagające się z uzależnieniami. Nie znałem skali tych zjawisk. Miałem natomiast poczucie, że Praga Południe jest dzielnicą niebezpieczną. Uważałem, że to powinno być priorytetem dla samorządu. Denerwował mnie też fatalny stan ulic i chodników.</p>
<p><strong>A jak funkcjonował urząd w tamtych czasach?</strong></p>
<p>Pamiętam jak odbierałem prawo jazdy, żeby je dostać trzeba było przedostać się przez takie dziwne zaułki na parterze. Przyszedłem zapytać czy jest już moje prawo jazdy. Pani coś poszperała i zakomunikowała mi: „Jak ma czas, to poczeka. Wypisze się”. No akurat miał czas, poczekał i wypisało się. Jeszcze poszedł kupić znaczki skarbowe. Kultura pracy była absolutnie z czasów Polski Ludowej.</p>
<p><strong>Co się zmieniło w ciągu tych ośmiu lat Pana pracy w samorządzie?</strong></p>
<p>Praga Południe miała sporo szczęścia. Nie chcę chwalić się zasługami zarządu, w którym zasiadam. Poprzednie władze były wprawdzie z opcji politycznej, z którą się nie zgadzam. Ale trzeba uczciwie powiedzieć, że nie był to czas zmarnowany. Porównując sytuację w innych dzielnicach, dużo zmieniło się na lepsze. O wielu rzeczach już nie pamiętamy, jak np. utwardzenie ulicy Majdańskiej, na której kilka lat temu było błoto po kostki, czy remont wybrukowanej ulicy Kinowej, po której nie dało się jeździć. Ulica Szaserów na pewnym odcinku wcale nie istniała. Wybudowanie jej sprawiło, że pojawiła się tam nagle cywilizacja. Od dziesięciu lat regularnie remontowane są też budynki, zarówno komunalne, jak i wspólnotowe.</p>
<p><strong>Zmienił się też urząd…</strong></p>
<p>Powstał Wydział Obsługi Mieszkańców i tutaj muszę oddać sprawiedliwość moim poprzednikom. Udało się przebudować mentalność pracowników i poprawić jakość ich pracy. Sprawy są załatwiane w terminach i rzetelnie. Rzadko zdarzają się istotne błędy. Byłem zaskoczony ilością pochwał, jakie spływają do nas od mieszkańców. Nie wszystko jednak można usprawnić. Aby np. zarejestrować pojazd przez Internet musielibyśmy mieć rozwiązania prawne przygotowane na poziomie ministerstwa.</p>
<p><strong>Pana domeną są rewitalizacje parków.</strong></p>
<p>Zrobiliśmy cztery parki w cztery lata, a nasi poprzednicy jeszcze jeden. Mamy zatem tereny zielone, które z zapuszczonych zieleńców awansowały do poziomu europejskiego. Moją dumą jest Park nad Balatonem, bo tam nie było nic, a jest obecnie jeden z najfajniejszych parków w Warszawie. I jego budowa nie była ani oczywista, ani prosta. Kosztowało to nas ogromną ilość pracy: szukania pieniędzy, przekonywania różnych ludzi, forsowania, lobbowania. Bardzo dużo było też spotkań i ustaleń z mieszkańcami.</p>
<p><strong>Powstanie tego parku było przykładem wyjątkowo udanych i dobrze przeprowadzonych konsultacji społecznych.</strong></p>
<p>Samorząd bardzo chciał poznać zdanie mieszkańców. Sam robiłem wszystko, aby konsultacje były jak najgłębsze. Zrobiliśmy badanie potrzeb wśród mieszkańców. Nie mieliśmy na to pieniędzy, więc ograniczyliśmy się do ankiety, którą rozprowadzaliśmy na lokalnych imprezach. Rozesłaliśmy ją do okolicznych spółdzielni mieszkaniowych. Dostępna była też w internecie. Odpowiedzi było kilkaset i na podstawie wskazań mieszkańców ogłosiliśmy konkurs architektoniczny. Część pomysłów mieszkańców była dla architektów obowiązkowa. Gotowy projekt parku był jeszcze raz konsultowany. Pytaliśmy też, jaki sprzęt powinien znaleźć się na placu zabaw.</p>
<p><strong>Praga Południe jest jedną z dwóch największych pod względem ludności dzielnic Warszawy. Tak dużo osób to też dużo różnych interesów. Jak najlepiej je wyważyć?</strong></p>
<p>Trzeba oczywiście szukać kompromisów. Nie zawsze da się zadowolić wszystkich. Aby jakoś te interesy godzić, trzeba dużo z ludźmi rozmawiać i być otwartym na ich potrzeby. W przypadku rewitalizacji Parku Znicza mieliśmy konflikt o przestrzeń między osobami młodszymi i starszymi. Problemem było też udostępnienie parku dla psów. Z przedstawicielami wszystkich grup spotykaliśmy się wielokrotnie, wspólnie szukaliśmy rozwiązań. W końcu psy do parku wpuściliśmy, ale na smyczy i z zakazem wstępu na plac zabaw. Park został też tak zaplanowany, by dzieci mogły się tam bawić, a seniorzy odpocząć w ciszy.</p>
<p><strong>Ma Pan na koncie głównie inwestycje infrastrukturalne – remonty chodników i ulic. Co z aspektem społecznym rewitalizacji dzielnicy?</strong></p>
<p>Zainicjowaliśmy taki program jak „Artystyczna Skaryszewska”. Udostępniamy lokale użytkowe w naszych budynkach artystom i osobom zajmującym się działalnością kulturalną. Zachęcamy ich, by poprzez swoją działalność artystyczną zmieniali naszą przestrzeń społeczną.</p>
<p><strong>I udaje się?</strong></p>
<p>Tak, na Skaryszewskiej i Lubelskiej jest w tej chwili kilkadziesiąt pracowni artystycznych i trzy teatry. Jest tam magnetyzm, który przyciąga lokalną społeczność do tych miejsc. Jest jakaś interakcja, artyści integrują się z mieszkańcami. Mamy też parę organizacji pozarządowych, które angażują w swoje działania różne grupy społeczne. Starają się dawać im jakąś alternatywę. Do tego funkcjonują ogniska opiekuńczo-wychowawcze, podwórkowe biblioteki.</p>
<p><strong>Jest Pan jednym z niewielu samorządowców warszawskich, którzy tak chętnie udostępniają informacje o sobie – mail, telefon, konta w serwisach społecznościowych. Przed wyborami można było czatować z Panem na facebooku. Dlaczego Pan to robi?</strong></p>
<p>Siłą samorządowca jest kontakt z ludźmi i wiedza, czego oni oczekują. Mogę być wykształcony, doświadczony i mieć świetne pomysły. Ale jeżeli nie wiem, czy są one adekwatne do oczekiwań ludzi, to będę strzelał kulą w płot. Zdarza się natomiast, że jak komuś zadaję pytanie, to słyszę: „Pan powinien to wiedzieć jako wiceburmistrz”. Ale nasza dzielnica to 180 tys. ludzi, kilkadziesiąt tysięcy budynków. Nie da się zrobić tak, żebyśmy wiedzieli wszystko o każdym miejscu. Poza tym, ludzie mają prawo wiedzieć czym zajmuje się samorząd. Dla nas to też dobre. Niech mieszkańcy wiedzą, że robimy coś efektywnego.</p>
<p><strong>A zdarza się Panu spacerować po dzielnicy?</strong></p>
<p>Rzadko mam czas, ale staram się. Moje spacery mają poza tym charakter raczej gospodarskiej wizyty, niż przyjemności.</p>
<p><strong>Szuka Pan dziur? Niedoróbek?</strong></p>
<p>Tak. Zdarza się, że jestem w jakimś parku po godzinach pracy i dzwonię do mojej naczelnik wydziału ochrony środowiska: „Pani Elu, tu się złamała gałąź, więc jutro trzeba się tym zająć”.</p>
<p><strong>Wyborcy chyba doceniają Pana za taką postawę. W ostatnich wyborach zdobył Pan najwięcej głosów w dzielnicy. Chociaż frekwencja nie była najlepsza. Czuje Pan wagę tych głosów?</strong></p>
<p>Czuję, bo każdy głos jest bardzo ważny. Nawet jeżeli zaufała mi jedna osoba, to jest to dla mnie duże zobowiązanie. Wiem, że ludzie, którzy głosowali na mnie mają jakieś oczekiwania. Piszą maile, udzielają się na forach, dzwonią do mnie. Chcą, żebym jeszcze coś dla tej dzielnicy zrobił. Mój wynik traktuję przede wszystkim jako ocenę mojej pracy za ostatnie cztery lata. Teoretycznie mógłbym zostać wiceburmistrzem nie biorąc udziału w wyborach (wybiera go rada dzielnicy – przyp. AM), ale chciałem poddać się weryfikacji.</p>
<p><strong>Mam wrażenie, że cierpimy też na deficyt lokalnej demokracji. I to nie z winy urzędników. Mieszkańcy oczekują od was świetnej znajomości problemów. Tymczasem lokalne fora internetowe kipią od dyskusji. Nie potrafimy się komunikować? Słabo sobie ufamy? </strong></p>
<p>Na pewno jest w nas – obywatelach pewna postawa bierności w sprawach publicznych. To się zawiera w słowach: „ktoś powinien to zrobić” lub „niech oni to załatwią”. Ktoś, oni… czyli na pewno nie ja. Zdarza się, że mieszkańcy dzwonią do nas z pretensjami, ale okazuje się, że zawczasu nie sygnalizowali problemu. To na pewno kwestia słabej edukacji obywatelskiej. Poza tym wiele osób w tym mieście ciężko pracuje i zwyczajnie nie ma czasu na społeczne zaangażowanie. Istnieje też negatywny stereotyp urzędnika, który stanowi blokadę przed kontaktem. Pokonywanie tej bariery jest trudne. Stąd taka aktywność mieszkańców na forach. Są łatwo dostępne i dają anonimowość.</p>
<p><strong>Przegląda je Pan?</strong></p>
<p>Tak, staram się też odpisywać na zarzuty. Znajduję tam wiele ważnych informacji, np. o lokalnych problemach. Wtedy wysyłam link odpowiedniemu pracownikowi urzędu.</p>
<p><strong>W naszej dzielnicy jest jeszcze coś takiego jak Rady Osiedli. Czy to może być narzędzie partycypacji w procesie podejmowania decyzji w dzielnicy? </strong></p>
<p>Może być, aczkolwiek nie są one obecnie efektywne. To miejskie odpowiedniki sołectw. W połowie lat 90. Rady miały spory wpływ na rzeczywistość, miały też swoje budżety. Ustawa warszawska z 2002 roku, która reguluje ustrój stolicy, bardzo ograniczyła ich funkcję. Teraz służą głównie opinią, a ich siła zależy tylko i wyłącznie od zapału członków.</p>
<p><strong>Jak wygląda współpraca urzędu z organizacjami pozarządowymi?</strong></p>
<p>Mamy kilka ciekawych i prężnie działających organizacji. Udzielają się one w Dzielnicowej komisji dialogu społecznego. To głównie inicjatywy na rzecz spraw społecznych, rewitalizacji i dziedzictwa dzielnicy. Jest też dużo stowarzyszeń sportowych. Ten sektor nie jest jeszcze jednolity i zintegrowany.</p>
<p><strong>Skoczmy zatem szczebel wyżej. Jak się współpracuje z miastem?</strong></p>
<p>Nic nie możemy zrobić w dzielnicy bez współpracy z miastem. Chociażby dlatego, że nasz budżet uchwalany jest przez Radę Warszawy, a nie przez nas. Bez jej zgody nie możemy wydać ani złotówki. Co więcej, wiele decyzji administracyjnych wydawanych jest z upoważnienia Prezydenta miasta.</p>
<p><strong>Wiem, że nie jest Pan wielkim zwolennikiem ustawy warszawskiej w obecnym kształcie&#8230;</strong></p>
<p>Ona jest mało funkcjonalna. Samodzielność dzielnic jest zbyt słaba. Jest wiele niekonsekwencji w tej ustawie. Z jednej strony powołuje się rady dzielnic, z drugiej strony nie daje się im prawie żadnych kompetencji. Stąd pytanie czy rady dzielnic są nam w ogóle potrzebne. Otóż moim zdaniem są, tylko dajmy im większą autonomię. To jest możliwe, bo już w czasach istnienia Gminy Warszawa-Centrum dzielnice, tak jak teraz, miały status jednostek pomocniczych, a mimo to miały większą autonomię. W tej chwili zajmują się drobiazgami, za to Rada Warszawy jest bardzo mocno obciążona.</p>
<p><strong>Czy jest szansa na zmianę?</strong></p>
<p>Jest pewien lobbing w tej sprawie. Ale to wymaga zmiany ustawy w Sejmie i jest to proces bardzo czasochłonny. Nie chodzi o to, aby robić rewolucję. Osobiście zostawiłbym obecny ustrój, tylko przesunął pewne akcenty do dzielnic. To byłoby bardziej efektywne i racjonalne.</p>
<p><strong>Na Pradze Południe szykuje się teraz spektakularna inwestycja – budowa siedziby Sinfonii Varsovia.</strong></p>
<p>To nasz wielki sukces. Inicjatywa kupienia od SGGW budynku dawnej weterynarii wyszła z dzielnicy. Namówiliśmy miasto do wyłożenia pieniędzy. Tym terenem od lat interesowali się deweloperzy. Z jednej strony zależało nam na ochronie tego zabytkowego terenu, z drugiej strony nie chcieliśmy, aby powstało tam kolejne, ogrodzone osiedle. Namówiliśmy dyrekcję Sinfonii i panią Prezydent na umieszczenie tam siedziby orkiestry.</p>
<p><strong>Właśnie rozstrzygnął się konkurs architektoniczny na zagospodarowanie całego terenu.</strong></p>
<p>Projekt jest bardzo ciekawy i kontrowersyjny. Jest tam mur, który okala teren i budzi naprawdę silne emocje. Sam byłem zszokowany kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ten projekt. Pewnie długo jeszcze będziemy o nim dyskutować. Najważniejsze, że będziemy mieć w dzielnicy kulturę na światowym poziomie. Będziemy mieć też obiekt architektoniczny, który z pewnością stanie się miejscem pielgrzymek turystów.</p>
<p><strong>Sukcesem jest też likwidacja bazaru na Stadionie Dziesięciolecia. I to bez rozlewu krwi. </strong></p>
<p>Nikt nie wierzył, że to się uda. Pojawiały się satyryczne wizje meczów Euro 2012, rozgrywanych między straganami z majtkami i biustonoszami. Pokazaliśmy, że operację da się przeprowadzić sprawnie i konsekwentnie. Trwała ponad półtora roku. To były setki spotkań, dziesiątki wizyt w terenie i kilka rozważanych scenariuszy. My odpowiadaliśmy za likwidację bazaru leżącego na terenie miasta. Handlarze czuli się tam bardzo pewnie, ustawiali nielegalne wiaty. Handlowali nierzadko nielegalnym towarem. Wymagało to od nas skoordynowania działań wielu służb.  Zaangażowane były władze na wszystkich szczeblach. Udało się uniknąć burd.</p>
<p><strong>Zapowiada Pan na najbliższą kadencję uchwalenie długo oczekiwanego planu zagospodarowania dla Ronda Wiatraczna. Tylko czy pozostało tam coś jeszcze do zagospodarowania?</strong></p>
<p>Plan zagospodarowania przestrzennego jest konieczny, bo reguluje on nie tylko budowę, ale także warunki przebudowy i funkcje poszczególnych miejsc. Trzeba określić, czy może być tam np. działalność handlowa czy warsztat samochodowy. Dla Ronda plan jest konieczny chociażby w kontekście planowanego zburzenia Universamu. Jeżeli nie ma planu, nie możemy nie wydać zgody na budowę nawet najgorszego molocha. Wprawdzie obowiązuje wtedy zasada dobrego sąsiedztwa, nakazująca respektowanie okolicznej zabudowy. Jednak jest ona bardzo ogólna.</p>
<p><strong>W swoim kwestionariuszu na stronie Mamprawowiedziec.pl zadeklarował Pan, że największym wyzwaniem na najbliższą kadencję będzie reforma Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami.</strong></p>
<p>O ile do pracy urzędu nie mam istotnych zastrzeżeń, tak organizacja pracy w ZGN pozostawia wiele do życzenia. Chodzi o takie rzeczy jak: nadzór nad mieniem, jakość obsługi mieszkańców, egzekwowanie wykonania pracy od zleceniobiorców, skuteczność windykacji należności od najemców.</p>
<p><strong>I zamierza Pan to zmienić?</strong></p>
<p>Tak, chciałbym tam zrobić rewolucję. Mam nadzieję, że spotkamy się za dwa lata i powiem, że się udało.</p>
<p><em><strong>Wywiad przeprowadziła:</strong></em></p>
<p><em>Aleksandra Muzińska</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
<p>Adam Grzegrzółka ma 31 lat. Jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Ukończył również Szkołę Liderów Społeczeństwa Obywatelskiego. Prowadzi szkolenia dla przedstawicieli organizacji pozarządowych i lokalnych liderów. Uczy ich metod pracy w grupie, budowania zespołu, współpracy ze społecznością lokalną. W samorządzie Pragi Południe od 2002 r. Najpierw jako radny (2002-2006), następnie jako wiceburmistrz (2006-2010). W ostatnich wyborach samorządowych uzyskał najlepszy wynik w dzielnicy (2831 głosów) i został ponownie wybrany na stanowisko wiceburmistrza. Prywatnie fan motocykli i starych samochodów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/adam-grzegrzolka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Anna Nalberczak</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/anna-nalberczak/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/anna-nalberczak/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Dec 2010 09:12:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Radny Dzielnicy]]></category>
		<category><![CDATA[Żoliborz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=243</guid>
		<description><![CDATA[Z Anną Nalberczak, wiceprzwodniczącą Rady Dzielnicy Żoliborz, przedstawicielką &#8220;Projektu Żoliborz&#8221; rozmawiamy o tym, jak zaktywizować mieszkańców tej dzielnicy.








Halo Warszawo!: Jak to się stało, ze trafiła Pani do samorządu? 
Anna Nalberczak: Zanim w 2006 roku zostałam radną, przez wiele lat działałam w organizacjach pozarządowych. To były organizacje kulturalne i prospołeczne. Osoby, które bardzo szanuję namówiły mnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Anną Nalberczak, wiceprzwodniczącą Rady Dzielnicy Żoliborz, przedstawicielką &#8220;Projektu Żoliborz&#8221; rozmawiamy o tym, jak zaktywizować mieszkańców tej dzielnicy.</p>
<table cellspacing="0" cellpadding="0">
<tbody>
<tr>
<td></td>
<td></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p><strong>Halo Warszawo!: </strong><strong>Jak to się stało, ze trafiła Pani do samorządu? </strong></p>
<p><a href="http://bip.warszawa.pl/Menu_podmiotowe/Dzielnice/Zoliborz/Rada_2010_2014/Radni/nalberczak.htm" target="_blank">Anna Nalberczak</a>: Zanim w 2006 roku zostałam radną, przez wiele lat działałam w organizacjach pozarządowych. To były organizacje kulturalne i prospołeczne. Osoby, które bardzo szanuję namówiły mnie wtedy do kandydowania.. Zdecydowałam się, bo wcześniej nie miałam dużego wpływu na to, co się dzieje w moim  otoczeniu i kreowanie rzeczywistości wokół miejsca w którym mieszkam.. Pomyślałam, że może będę miała okazje zmienić coś na lepsze. Aktualna kadencja jest kontynuacją tych poprzednich czterech lat. Przed tymi wyborami powstał „Projekt Żoliborz”. To ruch społeczny. Uznaliśmy, że na Żoliborzu coś takiego jest potrzebne, i trzeba wesprzeć tę obywatelskość, która się rodzi  w społeczeństwie. </p>
<p><strong>A czy wtedy, jeszcze w pierwszej kadencji, miała Pani poczucie wpływu, na to co się dzieje na Żoliborzu?</strong></p>
<p>Myślę, że tak. Udało się pokazać, że można działać nawet bez srodków finansowych –ale dobrym pomysłem, pasją i zaangażowaniem w jakąś sprawę.Mam satysfakcję z tych czterech lat! Przyczyniłam się do wielu inicjatyw -powstał Plac Kuronia na Żoliborzu. Zaczęto myśleć o nadaniu nazw ulic żoliborskich twórców,  na budującym się Żoliborzu Południowym, by zintegrować tą nową dzielnicę. Zorganizowałam wystawę katyńską w zrujnowanym Forcie Sokolnickiego. W ogóle zaczęło się coś dziać w sprawie fortu. Zwrócono uwagę na jego ogromny potencjał, a także na pilną konieczność powstania na Żoliborzu  ośrodka kultury. To jest paradoks – że  przy takiej ilości artystów i twórców, a także zdolnej młodzieży – nie mamy miejsca, gdzie się można spotkać i razem działać. </p>
<p>Następnie była wystawa „Moja sąsiadka”. W projekcie wzieli udział najlepsi fotograficy, którzy sfotografowali mieszkanki naszej dzielnicy, zarówno te znane, jak i mniej znane. Te fotografie udało się zawiesić na parkanie Parku Żeromskiego tworząc taką naszą pierwszą żoliborską galerię. Ta wystawa nie tylko była wybitnym osiągnięciem artystycznym, ale także społecznym –znakomicie  zbliżyła do siebie żoliborzan</p>
<p><strong>A jak pani jako radna, wyobraża sobie rozwój kultury na Żoliborzu w najbliższych 4 latach?</strong></p>
<p>O bardzo wielu rzeczach marzę, ale czy to nie rozbije się o biurokracje, tego nie wiem. Projekt Żoliborz ma obecnie 4 radnych, z których każdy reprezentuje zupełnie inne środowisko, i też ciekawy merytorycznie program. I choć każde z nas ma inne plany, to jesteśmy przygotowani do tego, by tą kulturę na Żoliborzu wspierać. Chciałabym np. żeby aleja Wojska Polskiego, stała się miejscem niedzielnych spotkan żoliborskich bukinistow, czy perskich jarmarkow.</p>
<p>Pięknym miejscem jest Kępa Potocka, gdzie mogłoby działać kino letnie, gdzie można by sobie przyjeżdżać, rozkładać kocyk i oglądać filmy w letnie wieczory. Można tam zrobić miejsce do tańca, i popijając różową lemoniadę, pod różowym neonem Gomulickiego &#8211; potańczyć na deskach – takie trochę klimaty przedwojenne. Cały czas walczę o ślizgawkę, żeby powstała zwykła ślizgawka dla młodych i starszych. To są takie drobiazgi, które wzbudzają u ludzi uśmiech dają radosć To jest przyjemne! </p>
<p><strong>A jakie działania należy podjąć, by tak jak pani mówiła, włączyć Żoliborz Południowy do tego niezwykłego organizmu jakim jest Dzielnica Żoliborz. </strong></p>
<p>To jest bardzo trudne, bo to jest nowe osiedle, budowane zgodnie z obowiązującymi dzisiejszymi standardami mającymi malo wspólnego z architekturą starego Żoliborza, &#8211; z duszą. Nadać duszę nowemu osiedlu jest bardzo trudno. Ale warto zaczynać od małych rzeczy, choćby nadanie nazwy ulicy – to jest początek. Ona musi trafiać do wyobraźni. Być może ul. Czesława Niemena oraz tworzenie wokół tego odpowiedniej infrastruktury –/np.niech to będzie kawiarnia „Pod Papugami”/. spowoduje lepszą integracje mieszkańcow i wzmocni ich związek z Zoliborzem. </p>
<p><strong>Na Żoliborzu Dziennikarskim aktywnie działa rada osiedla. Czy o takich działaniach, które wpływają na integrację mieszkańców też pani chodzi? </strong></p>
<p>Czy ma Pani na mysli dzialania społeczne? Na Żoliborzu Dziennikarskim wiem że działa Ewa Bulenda z przyjaciolmi To oni współorganizowali „Urodziny Joli Bord”. Czy ostatnio Żolifest  Fantastyczny pomysł! Wszelkie takie integrujące mieszkańców grupy maja kapitalne spoleczne znaczenie  Warto dawać ludziom szerokie oferty działań dla swoich pomyslów czy aktywności. To oni wiedzą najlepiej. Urzędnicy sa potrzebni, żeby te inicjatywy wspierać i pilnować tego, żeby były zgodne z prawem i przepisami.</p>
<p><strong>Wkrótce ruszy Fort Sokolnickiego, od </strong><a href="http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8061381,Przyszlosc_Fortu_Sokolnickiego__bedzie_konkurs_.html">dawna oczekiwana i szeroko dyskutowana inicjatywa</a><strong>, czy wiadomo już, jak będzie ona funkcjonować? </strong></p>
<p>Niestety, oddanie ciągle się przedłuża i nadal niewiele wiadomo o przyszłej działalności. Do tej pory odpowiedzialność za Fort spoczywała w rękach Urzędu Miasta i dopiero od kilku miesięcy  to Żoliborz jest za niego odpowiedzialny. Mam nadzieję, że nowy burmistrz (<a href="http://www.zoliborz.org.pl/page/index.php?str=62&amp;id=39">Krzysztof Bugla</a> – przyp. red.) i zajmie się tym tematem. Uważam, że należy rozpisać konkurs. Komisja Dialogu Społecznego zrobiła ankietę, którą wypełniło ponad 400 osób. To zresztą ewenement, bo zazwyczaj ludzie nie biorą udziału w takich wydarzeniach. Z ich opinii wynika, że to ma być miejsce, które służy przede wszystkim mieszkańcom Żoliborza i powinno prowadzić szeroką, różnorodną działalnosć</p>
<p><strong>Jak według Pani fort powinien być zarządzany?</strong></p>
<p>Uważam, że fort powinien spełniać wszystkie zadeklarowane potrzeby. Jednocześnie wiadomo że miasto czy urząd dzielnicy nie mają środków, Muszą więc być tam prowadzone działania komercyjne, które zarządzającemu pozwolą go utrzymać ale jednoczesnie spełniac potrzeby społeczne i wysokie artystyczne. To jest trudne, ale do zrobienia. Sa w  Warszawie  organizacje, które tworząc kulturę, mają wiedzę, jak takie centra działają w Europie. Potrafią się one same utrzymać mając też bogatą i atrakcyjną ofertę dla mieszkańców. Warto z tej wiedzy skorzystać. Fort nie może być domem kultury w starym sensie. To już nie te czasy. Tam powinni działać profesjonaliści.. W szkołach jest teraz tyle miejsca i takie możliwości działania, kółek zainteresowań, że młodzież może się tam realizować. A w forcie może być jedynie jakaś inauguracja, czy koncert finałowy jakiś działań. To ma być miejsce szczególne &#8211;  nie żeby tam się odbywały zajęcia cykliczne. </p>
<p><strong>Jak do tego doprowadzić? </strong></p>
<p>To jest kwestia rozpisania prawidłowo konkursu. Czy to ma być jeden podmiot, czy kilku? Obojętne. Niech wygra najlepszy Ale niech tej decyzji nie podejmują tylko urzędnicy. Powinna powstać Rada Konkursowa skladajaca się także z żoliborskich artystów i twórców – profesjonalistów.</p>
<p>Rada Konkursowa wyłoni zwycięzcę konkursu czyli  odpowiedni podmiot, który w swojej ofercie powinien mieć rozeznanie na temat wysokich wymagań mieszkańców Żoliborza i lokalnych potrzeb w zakresie kultury i będzie miał udokumentowane doświadczenia menedżerskie w prowadzeniu takiej instytucji kulturalnej. Wyrazi on gotowość do stałej i ścisłej współpracy z Zarządem Dzielnicy, oraz innymi przedstawicielami organizacji społecznych dzielnicy Powinien zaprosic do współpracy odpowiednie inne podmioty aby zabezpieczyć wysoki poziom artystyczny i różnorodność i bogactwo działań w Forcie, będąc jednocześnie za tę współpracę całkowicie odpowiedzialny;</p>
<p>Przedsięwzięcie to będzie wyjątkowe nie tylko w skali miasta, ale także może stać się wzorem i przykładem dobrych praktyk dla pretendowania Warszawy w konkursie na Europejską Stolicę Kultury.</p>
<p><strong>A jak zapewnić wysoki poziom? </strong></p>
<p>Należy powołać radę programową, składającą się z nazwisk, z artystów żoliborskich. To oni mają najwięcej do powiedzenia o sztuce prawdziwej, Dzielnica musi być z tego dumna. Poprzez radę programową kontroluje, co się dzieje w Forcie, czy ten poziom jest wystarczający, czy oferta jest dla ludności spełniona. To musi być unormowane. To zapewne potrwa, ale powinno zdać egzamin. </p>
<p><strong>A dlaczego Żoliborz nie udostępnia przestrzeni organizacjom pozarządowym na preferencyjnych warunkach, tak jak ma to miejsce w innych dzielnicach? </strong></p>
<p>Dzielnica nie ma miejsca. Większość lokali należy do spółdzielni. Palącym problemem są też mieszkania dla potrzebujących, więc każdy kawałek przestrzeni jest wykorzystywany.na mieszkania Te wszystkie sklepy, które widzimy idąc żoliborskimi ulicami to własności spółdzielni. Mieszkańcy chcą aby były jak najmniej uciążliwie. Stąd zalew banków na Pl,Wilsona.</p>
<p>Moim celem jest doprowadzenie do żoliborskiego „okrągłego stołu”, na który można by zaprosić spółdzielnie, radnych, przedsiębiorców. Wspólnie moglibyśmy zastanowić nad wizerunkiem naszej dzielnicy, nad tym, żeby była ona lepsza, wygodniejsza, bardziej przyjazna. To trudne, bo spółdzielnie starają się myśleć o swoich członkach, dla których z kolei liczą się koszty utrzymania. Każdy chce ponosić je jak najmniejsze . Ale dobro wspólne jest najważniejsze i przestrzeń publiczna która nas wszystkich jednakowo obchodzi. Ale też na Żoliborzu pojawia się coraz więcej młodych ludzi, którym zależy przede wszystkim na klimacie. Bo Żoliborz to świetne miejsce do mieszkania. Blisko Śródmieścia, dobrze położone, z zielenią, piękną architekturą . historią i własnie klimatem Nie kupi się go za żadne pieniądze. </p>
<p><strong>Zachęca Pani do organizacji lokalnych inicjatyw, skrzykiwania się, organizowania wyprzedaży garażowych. Jako mieszkanka chcę zorganizować taką wyprzedaż. Co powinnam zrobić? Jak uzyskać wsparcie pani jako radnej?</strong></p>
<p>To świetna inicjatywa i dobre pytanie. Należy sprawdzić, czy to wymaga specjalnego pozwolenia, ale w swoim garażu może pani robić, co pani chce. Nie wiem jednak, jak wygląda kwestia prawna dot. obrotu finansowego. Przywołam jednak przykład imprezy, którą zorganizowało „Pankiewicza3”. Młodzi ludzie zrobili perski jarmark otwierając na jeden dzień okolice kinoteatru Tęcza. Przybyli tam nie tylko żoliborzanie. Były tłumy. Ludzie przynosili własne ciasta, kawę. Wymienialni się kolczykami, ubraniami, sukienkami. Takie akcje integrujące mieszkańców to moja <em>idee fixe.</em> Mam nadzieję, że organizatorzy tej imprezy wrócą jeszcze na Żoliborz. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/anna-nalberczak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zbigniew Dubiel</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/zbigniew-dubiel/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/zbigniew-dubiel/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 17 Dec 2010 11:08:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Burmistrzowie]]></category>
		<category><![CDATA[Radny m. st. Warszawy]]></category>
		<category><![CDATA[Bielany]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=187</guid>
		<description><![CDATA[Z Panem Zbigniewem Dubielem, w latach 2006-2010 Burmistrzem Dzielnicy Bielany m. st. Warszawy, obecnie Radnym m.st. Warszawy i członkiem Platformy Obywatelskiej  rozmawiamy o jego samorządowej karierze,  Bielanach i zmieniającym się przez ostatnie 20 lat ustroju Warszawie.
HaloWarszawo!: Mieszka Pan na Bielanach od 30 lat, jak to się stało, że został pan bielańskim samorządowcem? 
Zbigniew [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Panem Zbigniewem Dubielem, w latach 2006-2010 Burmistrzem Dzielnicy Bielany m. st. Warszawy, obecnie Radnym m.st. Warszawy i członkiem Platformy Obywatelskiej  rozmawiamy o jego samorządowej karierze,  Bielanach i zmieniającym się przez ostatnie 20 lat ustroju Warszawie.</p>
<p><strong>HaloWarszawo!: Mieszka Pan na Bielanach od 30 lat, jak to się stało, że został pan bielańskim samorządowcem? </strong></p>
<p>Zbigniew Dubiel: Zamieszkałem tu na początku lat osiemdziesiątych, więc mój związek z Bielanami zaczął się rozwijać już stanie wojennym. Zaangażowałem się w działalność opozycyjną, m.in. w wydawanie gazety CDN, czyli „Głos Wolnego Robotnika”. Gazeta była kolportowana m.in. w Hucie. W 1990 roku, gdy Komitet Obywatelski „Solidarność” szukał ludzi do rad dzielnic, uzyskałem poparcie proboszcza, i z 2 rekomendacjami, znalazłem się na liście. Wybory wygraliśmy i jako jeden z 42 radnych z Komitetu Obywatelskiego znalazłem się w radzie dzielnicy gminy Żoliborz, bo w tamtym czasie Bielany były jej częścią.</p>
<p><strong>Rzeczywiście, należy pamiętać o ówczesnym ustroju Warszawy. Jakie wyzwania stanęły wtedy przed gminą Żoliborz? </strong></p>
<p>Trzeba było zinwentaryzować potrzeby gminy, czyli to wszystko, co trzeba zrobić. Musieliśmy określić, czym dysponujemy, jakiego rodzaju budżet będzie do dyspozycji władz samorządowych. Komisja inwentaryzacyjna mienia gminy w łączności z wojewodą ustalała jakie nieruchomości są własnością miasta, a jakie nie. Trzeba było zinwentaryzować mieszkania komunalne i budynki komunalne. Ten proces miał się zakończyć w pierwszej kadencji, do 1994 roku, ale trwał dużo dłużej. Dodatkowo, Żoliborz, jako jedna z pierwszych gmin Warszawy przejęła szkoły samorządowe, czego efektem było rozpoczęcie ich gruntownych remontów. Ponadto osobiście zajmowałem się organizacją Straży Miejskiej na Żoliborzu i tym samym na Bielanach.</p>
<p><strong>Jak odnajdywaliście się w nowym systemie? </strong></p>
<p>To było właśnie największym wyzwaniem &#8211; określenie zasad współpracy. Skoro uzyskaliśmy tę demokrację, o którą walczyliśmy, to trzeba ją było połączyć z zasadami rynkowymi. To się okazało niezmiernie trudne, i było dużym wyzwaniem dla nas, którzy zaczęli to tworzyć. Wszyscy byliśmy ludźmi, którzy wykonywali przeróżne zawody, ale zasad samorządu musieliśmy się uczyć. Były spotkania z fachowcami z uniwersytetu, z ludźmi znającymi zasady funkcjonowania samorządu. Wtedy samorząd zajmował się pracą merytoryczną. Jeśli na tak zwanej tapecie była oświata, to wszyscy się nią zajmowaliśmy, bo wszystkim zależało na jej poprawie, na uzyskaniu środków finansowych. Wtedy marzyliśmy o bonie oświatowym, czyli, że pieniądze idą za uczniem. Dziś już tak jest. To była wytężona praca, ale też efekty były widoczne od razu. I możliwość finansowania od razu dawała efekty.</p>
<p><strong>Co najlepiej zapamiętał Pan z tamtego okresu?</strong></p>
<p>Zapadły mi w pamięć słowa jednego z profesorów: „Nigdy podjęta przez mnie decyzja, nie będzie miała takich efektów, takich skutków, jak założyłem. Ale to na ile one będą inne, i na ile to się będzie sprawdzało, zależy tylko ode mnie i mojego przygotowania”. I to się sprawdzało.</p>
<p><strong>Jak 20 lat temu wyglądały Bielany?</strong></p>
<p>Bielany wyglądały podobnie jak dziś. To dzielnica młoda, bo jako część mieszkalna miasta powstawała od lat 20-tych XX wieku, gdy Marszałek Piłsudski zaczął tworzyć AWF, kiedy spółdzielnia Zdobycz Robotnicza zaczęła budować domy, a Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa budowała Żoliborz, a później zaczęła się zajmować terenami Bielan. Oczywiście historia Bielan jest nierozerwalnie związana z klasztorem kamedułów przy ulicy Dewajtis. To właśnie od białych habitów zakonników pochodzi nazwa naszej dzielnicy, i to fragment kościoła stał się kamieniem węgielnym naszego nowego ratusza.</p>
<p>W roku 1990 była to dzielnica dość duża. Osiedla WSM-owskie, jak Wawrzyszew, Bielany, Chomiczówka, to już istniało. Istniało Wrzeciono, które było częścią mieszkaniową dla pracowników Huty, i gdzie przesiedlono mieszkańców Annopola. Była oczywiście Huta, która wkrótce została sprzedana koncernowi Lukini, i zmodernizowana. Bielany to także Stare Bielany jako część przedwojenna, Młociny, część obecnie elitarna, choć wcześniej  domy komunalne zasiedlano ludźmi z eksmisji. Od 1990 roku powstają nowe osiedla. W ciągu 20 lat od transformacji na Bielanach mamy metro. Weszliśmy też w gospodarkę rynkową, ale Bielany uchroniły się np. przed zabudową marketami. Mamy na granicy z Bemowem Carrefour, na granicy z Żoliborzem – Billę. A u nas powstał tylko Leclerc i dwa Lidle. Największymi zmianami są jednak zmiany w sferze społecznej dotyczące większej aktywności mieszkańców. Bardzo aktywny jest na Bielanach ruch spółdzielczy, niepodlegający samorządowi, Oczywiście, jeśli z kilkutysięcznego osiedla na zebranie grup członkowskich przychodzi setka osób to nie jest to żadna reprezentacja. Ale liczę, że to się będzie zwiększać. Przez wiele lat nas uczono, że są ludzie, którzy wiedzą, co i jak mają robić, jest władza, która  ma papier na nieomylność, i że ona będzie o wszystkim decydować. Tymczasem zmiana 1989 roku przeniosła prawo głosu na obywateli, którzy powoli się uczą jak z tego prawa korzystać.</p>
<p><strong>Gdyby mógł Pan wymienić największe sukcesy ostatnich 20 lat? Czy były to jakieś wydarzenia, które miały tutaj miejsce, czy inwestycje, czy rozwiązania problemów społecznych</strong>, <strong>które nagle stanęły przed Bielanami?</strong></p>
<p>Zacznijmy od końca: mamy dziś na Bielanach własny ratusz. Wszystko, oprócz wydziału paszportowego, mieści się już w jednym budynku. Wcześniej mieliśmy urząd w dziesięciu miejscach. Słynna na Bielanach była akcja wymiany dowodów osobistych &#8211; gdzie ludzie mdleli na schodach, a schody były zrobione w kominie dawnej kotłowni! To był budynek zaadaptowany na potrzeby urzędu, więc warunki pracy i warunki dla naszych mieszkańców, którzy przychodzili coś załatwić, były fatalne.</p>
<p>Mamy metro, czyli jest poprawa komunikacyjna. Mamy w dobrym stanie drogi. W tym roku została oddana Mediateka, czyli bardzo nowoczesna biblioteka przy ulicy Szegedyńskiej. Działają Bielańskie Centrum Edukacji Kulturalnej, Bielański Ośrodek Kultury, dwa  Młodzieżowe Domy Kultury &#8211; przy Andersena i przy Cegłowskiej. Wybudowaliśmy salę widowiskową. Mamy Bielańską Scenę Kameralną. Oferta kulturalna jest zdecydowanie lepsza niż w 1990 roku.</p>
<p><strong>Brzmi dobrze&#8230;</strong></p>
<p>Mamy placówki oświatowe, chociaż w szkołach są nadal duże potrzeby remontowe, ale są w zdecydowanym lepszym stanie, niż to było dawniej. Sieć przedszkoli i sieć zerówek jest tak zorganizowana, że staramy się, by dla każdego, mimo wyżu znalazło się miejsce. W najbliższym czasie przybędzie nam też żłobek.</p>
<p>Mamy miejski, ale bielański szpital i też jesteśmy z tego dumni! ZOZ bielańsko-żoliborsko – łomiankowski jest najlepszy w Warszawie. Do tego dochodzą niepubliczne ośrodki zdrowia, których też mamy kilka. Jeżeli chodzi o dostępność sklepów też jest dobrze.</p>
<p>No i, co ważne &#8211; Bielany to jedna z najbardziej nasyconych uczelniami wyższymi dzielnica.</p>
<p><strong>Coś jeszcze? </strong></p>
<p>Mamy dużo zieleni, o którą dbamy. Mamy ewenement na skale światową &#8211; Park Olszyna, który jest jedynym takim miejscem na świecie, gdzie wiosną „można ogłuchnąć”, bo tak pięknie śpiewają słowiki.</p>
<p><strong>A z jakimi problemami borykają się obecnie bielański  samorząd?</strong></p>
<p>Są dwa problemy w samorządzie: to polityka i zasada funkcjonowania samorządu warszawskiego. Mieliśmy trzy etapy rozwoju warszawskiej samorządności. Pierwszy etap to samodzielne gminy-dzielnice, drugi to bardzo duża gmina centrum, która wzmocniła prezydenta, który był burmistrzem gminy centrum, czyli prezydentem &#8211; szefem gminy centrum i dyrektorzy centrum. Wianuszek tworzył samodzielne dzielnice-gminy. A teraz od dwóch kadencji dzielnice są jednostkami pomocniczymi miasta, a Rada Warszawy podejmuje decyzje. Każdy z tych systemów ma dobre i złe strony. Służy to dużym, ogólnomiejskim inwestycjom, jak metro czy duże drogi. Z drugiej strony dzielnicom wcale nie pracuje się prosto i łatwo, jeśli  czas oczekiwania na decyzje w sprawie budżetu jest wydłużany. Oczywiście jest uchwała kompetencyjna rady, i prezydent daje bardzo dużo pełnomocnictwa samym dzielnicom, ale nie w sprawach budżetowych. I to jest problem. I ten czas reakcji, ta bezwładność na problemy budżetowe jest utrudnieniem.</p>
<p><strong>Jakie rozwiązanie byłoby lepsze?</strong></p>
<p><strong>T</strong>akie miasta jak Londyn mogą funkcjonować, składając się z samodzielnych dzielnic, które mają właściwości gminy. Tam tylko sprawy międzydzielnicowe podlegają pod burmistrza Londynu. Może byłoby lepiej, gdyby w Warszawie każda dzielnica zasilała budżet miasta w zakresie zadań ogólnomiejskich, ale jednak funkcjonowała w miarę samodzielnie. Trzeba by się tylko wtedy zastanowić, czy ten podział i układ dzielnic, który funkcjonuje jest wystarczający. Oczywiście każda dzielnica funkcjonowałaby inaczej. Byłoby to uzależnione od liczby mieszkańców i liczby firm zarejestrowanych na jej terenie.</p>
<p>W momentach kryzysowych, np. teraz, gdy dotknęła nas powódź, centralne podejmowanie decyzji ma sens. Ale w zarządzaniu dzielnicą jest również potrzebna finansowa samodzielność. Dziś opozycja zarzuca nam, że Bielany za mało walczą z miastem o pieniądze, szczególnie na inwestycje. Są bowiem dzielnice, które dostają więcej. System rozdzielania pieniędzy przez jedną radę na różne dzielnice zawsze będzie budził tego typu zastrzeżenia. Fakt &#8211; miasto twierdzi – „daliśmy wam na ratusz, zbudowaliśmy metro, w związku z czym teraz na inwestycje dostaniecie trochę mniej”. Z drugiej strony, my mówimy, „no tak, Śródmieście też dostało metro, Mokotów też dostał metro i Ursynów też dostał metro, w związku z czym, dlaczego my – ponieważ dostaliśmy je niedawno, mamy zmniejszone dotacje na inwestycje z tego powodu, a oni nie?”</p>
<p><strong>A czy w związku z tym, dzielnica może samodzielnie pozyskiwać fundusze, np. z funduszy strukturalnych?</strong></p>
<p>Właśnie nie! Dzielnica nic nie może sama. Jeżeli wynajmę w tym budynku (ratusz UD Bielany &#8211; red.) pomieszczenie i jeżeli z tytułu wynajmu tego pomieszczenia, pobieram opłaty za ciepło, ochronę &#8211; czyli zwrot kosztów, które my ponosimy, to te pieniądze wpływają do budżetu miasta. Jeżeli sprzedajemy nieruchomość na terenie dzielnicy, to nie wszystkie środki ze sprzedaży tej nieruchomości zasilą nasz budżet. Podobnie, w momencie, kiedy dostajemy dotację unijną na realizacje zadania w dzielnicy, to również tymi pieniędzmi dzielimy się z miastem. To nie są pieniądze, które zasilają budżet dzielnicy. One zasilają budżet miasta, a jakiś procent jest do wykorzystania przez dzielnicę.</p>
<p><strong>Jakie wyzwania czekają na Bielany w najbliższych  5 – 10 &#8211; 20 latach??</strong></p>
<p>Śmieci i gospodarka odpadami &#8211; to jest problem ogólnomiejski nie tylko Bielany muszą się z tym uporać.</p>
<p>Na pewno komunikacja – zapobieganie korkom, zwiększenie przepustowości dróg. Kończąca się budowa Mostu Północnego grozi zapaścią komunikacyjną. Osoby korzystające z mostu będą musiały wydostać się z Bielan i właśnie to może powodować potworne utrudnienia. Nie wiadomo jak szybko powstanie obwodnica. Dlatego będziemy się starali, by tam gdzie są potrzebne, docierały tramwaje.</p>
<p>Kolejna sprawa, którą musimy zaplanować to remont sieci placówek oświatowych. Na terenie Bielan nadal działają drewniane, pawilonowe przedszkola, które trzeba wymienić na nowe. Mamy rejony, gdzie brakuje szkół – np. Chomiczówka. To szerszy problem – deweloperzy jako właściciele działek stawiają tylko budynki mieszkalne. Dzielnica nie jest właścicielem działek w tej okolicy i nie może zapewnić budowy szkół dla najmłodszych mieszkańców nowych osiedli. W tej chwili działa tam jedna szkoła. Dzieci się nie mieszczą. Przydałoby się zwiększyć księgozbiór w bibliotekach dzielnicowych. Potrzebne jest natomiast wzmocnienie kultury w tej szerszej ofercie. Planujemy, że nowa, duża inwestycja kulturalna powstanie w tzw. „serku bielańskim” (teren przy skrzyżowaniu z ulic Marymonckiej i Stefana Żeromskiego przy Stacji Metra<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/A-20_S%C5%82odowiec"> Słodowiec – przyp. Red.)</a> .</p>
<p><strong>Kim Pana zdaniem jest mieszkaniec Bielan?</strong></p>
<p>Mieszkaniec Bielan to człowiek z dobrym samopoczuciem, zadowolony z miejsca, w którym mieszka, bo ma gdzie chodzić, gdzie wypoczywać. Jest to bardzo sympatyczna osoba. Bielany to najładniejsza dzielnica Warszawy, a ja uważam, że otoczenie silnie kształtuje osobowość człowieka. Oczywiście, mamy tu ludzi tylko nocujących, którzy przyjeżdżają wieczorem i wyjeżdżają rano. Ale mamy też takich, którzy swoje życie tutaj realizują. Na pewno jest to osoba spragniona kultury, co widać, bo każda oferta kulturalna jest łapana natychmiast i w dużej obfitości. Mieszkaniec Bielan jest dobrze wykształcony.</p>
<p><strong>A co my jako mieszkańcy Warszawy i Bielan możemy zrobić, aby żyło nam się lepiej na Bielanach, żeby wspomóc ich rozwój?</strong></p>
<p>Bardzo dużo. Po pierwsze zgłaszać uwagi, i te negatywne i pozytywne. Samorząd musi znać opinie mieszkańców. Dwa – konieczna jest większa świadomość wybierania reprezentantów. W tej chwili radni są często wybierani przypadkowo. Są radni Rady Warszawy, którzy nie mają tak naprawdę żadnego kontaktu z mieszkańcami. Są radni, którzy mają ten kontakt bardzo duży. Ważne jest, by te reprezentacja rzeczywiście wynikała ze świadomej decyzji wyborców. Dlatego zdecydowałem się kandydować do Rady Warszawy.</p>
<p><strong>A czy to nie może być w pewien sposób egzekwowane Od radnych, aby angażowali się w sprawy, do których zostali powołani?</strong></p>
<p>Mieszkaniec może drugi raz tej osoby nie wybrać. Żeby nie wybrać, to powinien wiedzieć. Żeby wiedzieć, to powinien się interesować, jak radny w samorządzie funkcjonuje. Jest jednak pewna przepaść pomiędzy społeczeństwem a samorządem dzielnicy, i między społeczeństwem a radą miasta. Natomiast ludzie powinni wyciągać wnioski – są imprezy, uroczystości – mieszkańcy przychodzą i widzą, który spośród radnych przychodzi z dzielnicy i z miasta, kto ma coś do powiedzenia. Ludzie powinni swoich przedstawicieli rozliczać z tego co robią, zapytać co zrobili. Ważne jest, by korzystali z możliwości i narzędzi demokracji.</p>
<p><em>Wywiad przeprowadziły:</em></p>
<p><em>Iwona Ciećwierz </em></p>
<p><em>Anna Czyżewska </em></p>
<p><em>Maja Rzeplińska</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
<p><strong>Zbigniew Dubiel</strong></p>
<p>Urodzony w 1951 roku w Brzesku, do Warszawy trafił jako 3 miesięczne dziecko. Absolwent Politechniki Warszawskiej. Od 1981 roku mieszka na Wawrzyszewie.  W latach 1990-1994 członek zarządu dzielnicy gminy Żoliborz,  w latach 1994-1997 radny Żoliborza, a od 1997 roku radny  Bielan, dyrektor Zarządu Budynków Komunalnych; w latach 2006-2010 burmistrz dzielnicy Bielany. Aktualnie Radny Rady Warszawy. Prywatnie lubi fotografię, żeglarstwo oraz  działkę. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/zbigniew-dubiel/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marcin Rzońca</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/marcin-rzonca/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/marcin-rzonca/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Dec 2010 15:12:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Burmistrzowie]]></category>
		<category><![CDATA[Radny m. st. Warszawy]]></category>
		<category><![CDATA[Śródmieście]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=179</guid>
		<description><![CDATA[Z Marcinem Rzońcą, Zastępcą Burmistrza Dzielnicy Śródmieście w latach 2006-2010 rozmawiamy o tym, gdzie może się urodzić warszawski samorządowiec, w ilu rękach powinna spoczywać odpowiedzialność za miasto i czy interes polityczny jest ważny dla samorządowców? ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Marcinem Rzońcą, w latach 2006-2010 Zastępcą Burmistrza Dzielnicy Śródmieście , a  21 listopada 2010 wybranym na Radnego m.st. Warszawy, rozmawiamy o tym, gdzie może się urodzić warszawski samorządowiec, w ilu rękach powinna spoczywać odpowiedzialność za miasto i czy interes polityczny jest ważny dla samorządowców?</p>
<p></p>
<p><strong>HaloWarszawo!:Jak zaczęła się Pana przygoda z samorządem?</strong></p>
<p><a href="http://www.srodmiescie.it.pl/cms/prt/view/rzonca">Marcin Rzońca</a>: Przypadkowo. Jeszcze w czasie studiów na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, zacząłem pracę w powstającym właśnie Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim. To był rok 1999. Szef departamentu, w którym pracowałem, szukał młodych, zdolnych ludzi, którzy podjęli by się robienia czegoś od zera, czyli promocją polskiego przemysłu rolno-spożywczego i akcesją do Unii Europejskiej. Przepracowałem tak dwie pełne kadencje, czyli ponad 8 lat. </p>
<p><strong>A jak trafił Pan do samorządu warszawskiego? </strong></p>
<p>W 2003 roku zacząłem udzielać się politycznie, wstąpiłem do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Miałem mniej niż trzydzieści lat, więc działałem w FMS, Federacji Młodych Socjaldemokratów. Potem włączyłem się w pracę SLD. Byłem członkiem rady mazowieckiej. W 2006 roku klub radnych SLD Dzielnicy Śródmieście zarekomendował moją osobę do zarządu. Zostałem wybrany, więc od tego czasu pracuję w Śródmieściu sprawując funkcję zastępcy burmistrza. </p>
<p><strong>Nie urodził się  Pan w Warszawie. Pana przypadek może być doskonałym dowodem na to, że samorządowcem w Warszawie może zostać każdy, niezależnie od tego czy jest „przybyszem”, czy tzw „prawdziwym Warszawiakiem”?</strong></p>
<p>Dodałbym, że nawet niezależnie od tego, gdzie mieszka. Nie zawsze jest tak, że to mieszkaniec wie najlepiej o tym, co się dzieje. Gdyby prześledzić karierę samorządowców, to okaże się, że część z nich nie mieszka w tych dzielnicach, w których pracują. Ja mieszkałem w Śródmieściu wynajmując mieszkanie na studiach. Teraz mieszkam na Bielanach i bardzo to sobie cenię, bo w 10 minut jestem metrem w pracy. To jest super! Specyfika miasta stołecznego ma to do siebie, że nie jest istotne, z którego krańca miasta się pochodzi, czy gdzie się mieszka. To jest jeden wielki organizm i problemy śródmiejskie niewiele się różnią od problemów bielańskich czy ursynowskich. Taki scenariusz w moim przypadku napisało życie. Mam nadzieję, że ten związek będzie trwalszy, niż się wydaje. Na pewno tu zostanę, płacę tu podatki. Z Warszawą związałem swoje życie zawodowe. </p>
<p><strong>Jak Pan postrzegał Warszawę, jako młody człowiek, który tu przyjechał na studia? A jak jest teraz?</strong></p>
<p>Warszawa się rozwija. Gdy tu przyjechałem, to Bemowo ze Śródmieściem łączyła tylko linia ekspresowa E2. A dziś? Rozpoczynamy budowę drugiej nitki metra, most północny. Dziś to miasto jest dużo większe, niż wydawało się na początku. Baliśmy się tej Warszawy, bo przyjeżdżając z mniejszego miast, Warszawa robi wrażenie. A teraz, po 17 latach, po 4 latach pracy w samorządzie w Śródmieściu , jest inaczej. Był czas, gdy bałem się jeździć samochodem po Warszawie. „Ja nie umiem jeździć po warszawsku i nie chcę jeździć po warszawsku” – mówiłem. </p>
<p><strong>A dziś, jeździ pan po warszawsku?</strong></p>
<p>Oczywiście! Jeżdżę do pracy metrem, ale mam samochód i nie ma już we mnie tego lęku, co wcześniej. </p>
<p><strong>Jakie wyzwania stanęły przed nowo wybranym samorządem w 2006 roku? Czy kontynuowaliście to, co rozpoczęli Wasi poprzednicy. </strong></p>
<p>Przed 2006 rokiem, prezydent miasta starał się skupiać w swoich rękach jak najwięcej władzy. Starał się kierować takimi rzeczami, którymi z perspektywy Pałacu Kultury czy Ratusza nie da się kierować. W moim pojęciu samorządność polega na tym, by sprowadzać ją jak najniżej. Nasze pierwsze spotkanie z burmistrzem Bartelskim wyglądało tak, że on od początku podzielił kompetencje. Śródmieście miało to nieszczęście, że byli tu burmistrzowie, którzy nie dzielili się swoimi kompetencjami, ani tym bardziej odpowiedzialnością. Skupiali wszystko w jednym ręku. Mieć jak najwięcej kompetencji – to z punktu zarządzania takim organizmem jakim jest dzielnica, nie jest dobrym pomysłem. Burmistrz Bartelski podzielił kompetencje. Każdy dostał swoje zadania &#8211; kompetencje, a co za tym idzie, także swoją odpowiedzialność. </p>
<p><strong>Jakie ma to konsekwencje? </strong></p>
<p>Dzisiaj, gdy padają pytania o inwestycje w Śródmieściu czy o sport, wiadomo, że ja się pod tym podpisuję. Kiedy mówimy o zasobach lokalowych, czy kulturze, to podpisuje się pod tym ktoś inny. Na tym polega decentralizacja i współodpowiedzialność. W przypadku prezydenta Kaczyńskiego i Marcinkiewicza, władza skupiała się w jednym ręku. Dziś jest mocna decentralizacja. To jest sukces tej kadencji. To do ratusza dzielnicowego udajemy się po dowody osobiste, tutaj załatwiamy prawo jazdy. To my się opiekujmy śródmiejskimi szkołami, my budujemy śródmiejskie boiska. Trudno zarządzać takim organizmem jednoosobowo z ratusza. To jest nie do zrobienia. </p>
<p><strong>A z perspektywy podziału obowiązków, które Pan dostał, jakie były 3 największe wyzwania, z jakimi musiał się Pan uporać? </strong></p>
<p>To właśnie było jedno z wyzwań. Zależało nam na tym, by przejąć odpowiedzialność w dzielnicy za to, co się dzieje. Nie wyobrażaliśmy sobie sytuacji, kiedy biura, czy ktokolwiek w Ratuszu podejmuje decyzje, za najważniejsze sprawy w dzielnicy. Decentralizacja władzy w moim przekonaniu polega na tym, że to mieszkańcy i rada dzielnicy odpowiadają za to, co dzieje się na dole. </p>
<p>Po drugie postawiliśmy sobie za cel zmodernizować śródmiejską bazę oświatową. W Śródmieściu szkoły są dość stare. To nie są tysiąclatki budowane w latach 60-tych i 70-tych. To nie są też nowe szkoły jak na Białołęce. Tutaj zasób jest dość stary. Pozbawiony fajnych sal gimnastycznych, fajnych boisk. Czasami w kiepskim stanie technicznym. Gdy na początku objeżdżałem szkoły, i w szkole przy ulicy Górnośląskiej zobaczyłem salę gimnastyczna na drugim piętrze, to się przeraziłem. Tym czasem tutaj to norma. Pierwszym zadaniem było więc doprowadzenie do stanu, by nasze śródmiejskie dzieciaki, i nie tylko, bo tu uczą się też dzieciaki z innych dzielnic, mogły uczyć się w fajnych, to znaczy dobrych i bezpiecznych warunkach. Mamy cel – budowa trzech boisk rocznie. To nam się udaje. Przez ostatnie 3 lata wybudowaliśmy 2 hale sportowe i to też jest super. Modernizacja dwóch szkół, szkoły na Konwiktorskiej, z której w ostatnich latach mamy 17 olimpijczyków i zespół szkół gastronomicznych na Poznańskiej. Więcej środków na remonty i modernizację! Postawiłem na to i zachęciłem do tego kolegów z Rady. Druga rzecz to śródmiejski sport. W Śródmieściu na sport było przeznaczane około 600 000 PLN, dziś to 2 000 000 PLN. Udało mi się reaktywować śródmiejskie SKS-y, czyli Szkolne Kluby Sportowe. Coś, co było naturalnym elementem szkoły od wielu lat, w latach 90-tych właśnie z powodów finansowych zaczęło umierać. Przez ostatnie 2 lata udało nam się je reaktywować. Mamy 12 dobrze funkcjonujących SKS ów. Mamy Uczniowskie Kluby Sportowe, w tym hokej dziewcząt. HUKS Warszawa to moi ulubieńcy. Świetnie sobie dają radę. </p>
<p><strong>A położenie Śródmieścia? To centrum Warszawy, centrum miasta. To nie generowało problemów? </strong></p>
<p>Jesteśmy ścisłym Centrum i to się wiąże i z plusami i minusami. Centrum to oczywiście bardzo duży przepływ ludzi i wielki tranzyt, ale i największe inwestycje w mieście. Skąd zaczyna Pani Prezydent budować drugą nitkę metra? Od odcinka centralnego. O czym dyskutowaliśmy przez ostatni rok? O likwidacji hali <a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80291,6842420,KDT__hala_zajeta__ponad_30_osob_w_szpitalu__NA_ZYWO_.html">KDT. W</a>szystko, co tak naprawdę jest w mieście „pokazowe”, to jest Śródmieście. Minus jest taki, że i skala problemów jest trochę większa. To tu jest najwięcej oczekujących na mieszkania komunalne, największe spory o stawki czynszu, największe kłopoty komunikacyjne, korki, budowy parkingów, etc. To są problemy wielkiego miasta i Śródmieścia one dotyczą najbardziej. </p>
<p><strong>A czy 2006 roku widzieliście Państwo jakieś problemy, z którymi nie udało się państwu uporać (do tej  pory?). </strong></p>
<p>Abstrakcją byłoby mówienie wyłącznie o sukcesach. Dla mnie największą porażką jest to, że nie udało się wybudować parkingów, które planowaliśmy. W jednym przypadku, gdy mieliśmy już koncepcję i warunki zabudowy, pomysł oprotestowali mieszkańcy. To porażka, bo miejsc parkingowych w Śródmieściu nie przybywa. </p>
<p><strong>Ale można to potraktować jako sukces , bo była to inicjatywa obywatelska..</strong></p>
<p>Wolałbym, by inicjatywa obywatelska pojawiła się w innych obszarach, a nie jako protest wobec budowy parkingu, który jest tak bardzo potrzeby</p>
<p><strong>A w jakich obszarach chciałby Pan ją widzieć? </strong></p>
<p>Udała się akcja mobilizowania mieszkańców w przypadku modernizacji placów i skwerów. Przykładem jest plac Grzybowski. Poprzez ankiety, komisje rady i spotkania indywidualne udało nam się opracować taki kształt docelowy, który zadowala wszystkie strony. Niestety, nie udało się to na Podzamczu, ale mimo awantury, która miała tam miejsce, czegoś się nauczyliśmy. Na pewno łatwiej jest dyskutować z mieszkańcami o jakiejś konkretnej wizji, niż o abstrakcyjnej koncepcji. Gdy rozmawiamy o koncepcji, to sprawdza się staropolskie porzekadło: „gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania”. To także widać w sprawach, z którymi przychodzą do nas mieszkańcy. Najczęściej ich dotykają sprawy bezpieczeństwa, ale też jest w nich dużo żalu na chuligaństwo, zakłócanie porządku, zakłócanie ciszy nocnej, na kłopoty z knajpami. </p>
<p><strong>Przecież specyfiką Śródmieścia jest właśnie życie nocne..</strong></p>
<p>Zgadza się. W związku z tym naszą rolą jako samorządu i moją rolą jako burmistrza jest wyważyć racje mieszkańców, najemców i bywalców. Wiele spotkań poświęciliśmy na to, żeby przekonywać mieszkańców Starówki, że Starówka to nie tylko osiedle mieszkaniowe, ale dobro nas wszystkich. Nie raz przekonywałem jakąś wspólnotę, że ta restauracja, która tam działa to nie jest tylko sprawą lokalnej społeczności. Z drugiej strony, trzeba tych ludzi zrozumieć i zaakceptować ich racje. Kupując czy wynajmując mieszkanie mają prawo do spokoju, snu i wypoczynku. To jest niewdzięczna rola, ale tym także zajmuje się zarząd dzielnicy Śródmieście.</p>
<p> </p>
<p><strong>A czy mieszkańcy przychodzą też z takimi pozytywnymi informacjami, czy tylko uwagami, skargami, prośbami?</strong></p>
<p>Niestety, ogólne postrzeganie Samorządów sprowadza się do interwencji. Jeśli się wszystko dobrze kręci, to po co sobie głowę zawracać i mówić, że jest dobrze. Chciałbym też usłyszeć pomysły na kreowanie przestrzeni publicznej. Oczekiwałbym, dużo bardziej niż protestów, dyskusji w jakim kierunku idziemy, choćby w sprawie kształtu parku kazimierzowskiego. </p>
<p><strong>Jakie wyzwania stoją przed kolejną kadencją i jakie wyzwania stoją przed dzielnicą na przyszłość?</strong></p>
<p>Podstawowe wyzwanie dla dzielnicy – to ściągać do dzielnicy młodych!! Śródmieście nam się wyludnia, to dzielnica, która się starzeje. Kłopot, który mają inne dzielnice w zakresie przedszkoli, żłobków i szkół, nie dotyczy Śródmieścia. O czym to świadczy? Nasze śródmiejskie społeczeństwo się starzeje. Nie wyrasta to pokolenie, które za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat mogłoby być siłą napędową. Ludzie wolą się ze Śródmieścia wyprowadzać, niż do Śródmieścia wprowadzać. Tu tak na prawdę i jest to pewnego rodzaju zmartwienie i ból – pozostają tylko ci, którzy są nierozerwalnie od wielu lat ze Śródmieściem związani. Większość dyskusji, które tu prowadzimy zaczyna się od zdania „proszę Pana, ja odbudowywałem Starówkę”. Jest to wielki szacunek dla tych ludzi, że tu tyle lat mieszkają, ale brakuje napływu tej świeżej krwi.</p>
<p><strong>To jaki jest dziś typowy mieszkaniec Śródmieścia?</strong></p>
<p>R: Jest na pewno leciwy i myślę trochę zmęczony. Zmęczony w ogóle życiem w Śródmieściu, hałasem, pośpiechem, tym właśnie zabieganiem. Myślę, że jest mimo wszystko zadowolony z życia, bo Śródmieście daje duży komfort pod względem administracyjnym, komunikacyjnym czy życiowym. Tutaj w zasadzie wszędzie jest blisko. I ci, którzy tu mieszkają, mieszkają tu całe swoje życie. </p>
<p><strong>A jak Pan wyobraża sobie Śródmieście za 20 lat?</strong></p>
<p>Chciałbym, aby Śródmieście było lepiej skomunikowane z resztą. Żeby obie linie metra były skończone. To ograniczy ruch kołowy, który jest bolączką Śródmieścia. Już dziś polityka transportowa miasta zmierza ku temu, żeby ze Śródmieścia ruch kołowy wyprowadzać, a nie wprowadzać. Wyobrażam sobie Śródmieście, które jest pełne atrakcji dla każdego, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Jest multiplex i kameralne kino, jest restauracja jazzowa, jest restauracja bluesowa, ale jest też typowa dyskoteka z głośną muzyką. Wyobrażam sobie Śródmieście, które jest pełne przestrzeni usługowej, czyli powierzchni biurowej i instytucji, którzy chcą płacić podatki, bo to też jest ze sobą nierozerwalnie związane. Chciałbym widzieć Śródmieście ładniejsze wizualnie, bo kamienice i kamieniczki, na niektórych ulicach wołają o pomstę do nieba. I na pewno warto byłoby duży zastrzyk finansowy wpompować w to, żeby miały one jakikolwiek wygląd. I żeby więcej rozmawiano z ludźmi o tym, co jest im potrzebne. I żeby ludzie patrzyli na siebie z większą życzliwością, żeby wzajemnie się rozumieli i pamiętali o tym, że Śródmieście jest specyficzną dzielnicą. To nie jest dzielnica mieszkaniowa, tranzytowa – to miks obu funkcji i warto, by wszyscy to respektowali i z tego korzystali. </p>
<p><em>Wywiad przeprowadziły:</em></p>
<p><em>Iwona Ciećwierz </em></p>
<p><em>Anna Czyżewska </em></p>
<p><em>Maja Rzeplińska</em></p>
<p><em>———————————————————————– </em></p>
<p>Marcin Rzońca, ur. 1974 r., absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył Podyplomowe Studium Samorządu Terytorialnego i Rozwoju Lokalnego UW. Pracował w redakcjach prasowych jako reporter, od 1999 roku w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego. Zajmował się m.in. współpracą z samorządami gminnymi i powiatowymi w zakresie ubiegania się o środki przedakcesyjne i strukturalne, organizacją imprez targowych i promocyjnych oraz bezpieczeństwem żywności &#8211; uczestniczył w ważnym cyklu szkoleniowym dla administracji publicznej Regional Training Programme for Poland 2000-2004. W latach 2006-2010 zastępca burmistrza Dzielnicy Śródmieście. Fan polskiego rocka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/marcin-rzonca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Andrzej Opolski</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/andrzej-opolski/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/andrzej-opolski/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Aug 2010 19:22:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Burmistrzowie]]></category>
		<category><![CDATA[Białołęka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=135</guid>
		<description><![CDATA[Andrzej Opolski jest zastępcą Burmistrza Dzielnicy Białołęka m.st. Warszawy. Rozmawiamy z nim o radach osiedli, warszawskich „bezpaństwowcach”, współpracy z organizacjami i konsultacjach społecznych, które mają ułatwić i umilić życie białołęczan. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } -->Andrzej Opolski jest zastępcą Burmistrza Dzielnicy Białołęka  m.st. Warszawy. Rozmawiamy z nim o radach osiedli, warszawskich „bezpaństwowcach”, współpracy z organizacjami i konsultacjach społecznych, które mają ułatwić i umilić życie białołęczan. </p>
<p><br />
</p>
<p><strong>Halo Warszawo!: </strong><strong>Połowa lat 90. to nie tylko moment, gdy wprowadził się Pan na Białołękę, czas kiedy zaczął Pan tutaj działać. To przed wszystkim okres, gdy Białołęka kształtowała się jako dzielnica. W 1994 odłączyła się do Pragi Północ i zaczęła być niezależną, samodzielną, dorosłą dzielnicą. Jakie wyzwania stały przed lokalnym samorządem w okresie pierwszych dwóch kadencji? </strong></p>
<p><strong><a href="http://www.bialoleka.waw.pl/page/index.php?str=293&amp;id=33" target="_blank">Andrzej Opolski</a>: </strong>To czas, gdy zaczęła się dokonywać integracja mieszkańców, którzy wcześniej działali w różnych interesach, nie zawsze wspólnych. Od 1994 roku musiało się to zacząć zmieniać. Z jednej strony to czas dynamicznego rozwoju, planowania. Formułowano plany pod budowy i inwestycje. Nie było ani dróg, ani spójności myślenia. Nikt się nie spodziewał, że na terenach, które w okresie PRL przeznaczono pod inwestycje przemysłowe będzie się stawiać budynki mieszkalne. Drugą sprawą było niewielkie doświadczenie powstającego samorządu.</p>
<p><strong>A dziś, co jest największym wyzwaniem dla Białołęki? </strong></p>
<p>Białołęka jest młodą dzielnicą. Cały czas się rozbudowuje. Tutaj jest 85 tysięcy osób zameldowanych i około 30 – 40 tysięcy, jak mówimy, „bezpaństwowców”. To ci, którzy mieszkają na Białołęce od poniedziałku do piątku, bo pracują w Warszawie. W piątek wsiadają w samochód i jadą do rodziny. W tym kontekście największą naszą bolączką jest to, że nie integrują się z dzielnicą, a także, że nie płacą podatków. A to właśnie pośrednio wspiera rozwój dzielnicy.</p>
<p><br />
</p>
<p>„<em><strong>Bezpaństwowcy” &#8211; mieszkańcy, którzy się nie przejmują</strong></em></p>
<p><em><strong><br />
</strong></em></p>
<p><strong>A jaki jest stosunek tych nowych mieszkańców do władz samorządowych?</strong></p>
<p>To ciągle jest kwestia odpowiedzialności za lokalną społeczność i za samorząd. Na przykład koszty utrzymania całej infrastruktury. Dziś mieszkańcy w ogóle się tym nie przejmują. Uważają, że woda musi być doprowadzona, kanalizacja musi być doprowadzona. Nie pytają, jakie to są koszty, ale mówią: „oni tam w samorządzie to muszą zrobić”. To także specyfika dynamicznego rozwoju dzielnicy. Każdego roku przeprowadza się tu ponad pięć &#8211; osiem tysięcy osób, często tzw. „obieżyświatów”, którzy nie mają dystansu w ocenie tego, co można zrobić w samorządzie w określonym czasie przy określonym budżecie. </p>
<p>Należy pamiętać, że władza w każdej warszawskiej dzielnicy ma tylko częściowy wpływ, na to co się dzieje na jej terenie. Jest to związane z tzw. „ustawą warszawską” z 2002 roku, na mocy której Warszawa została gminą mającą status miasta na prawach powiatu, a dzielnice zostały jednostkami pomocniczymi z określonymi kompetencjami. Są takie kwestie, na które my, jako dzielnica, mamy mniejszy, niż oczekują mieszkańcy, wpływ. </p>
<p><strong>A czy jest w urzędzie jakiś pomysł na pracę z ludźmi, którzy są takimi „bezpaństwowcami”, którzy mieszkają tu, a się nie meldują? Była w tym roku akcja „Brat PIT” zrealizowana przez Urząd Miasta. A jaki pomysł ma sama Białołęka? </strong></p>
<p>Uważam, że potrzebne są gruntowne badania socjologiczne, które pozwoliłyby poznać mieszkańców dzielnicy, ich potrzeby i oczekiwania, szczególnie tych niezameldowanych, którzy nie angażują się w życie wspólnot mieszkaniowych, którzy nie biorą udziału w wyborach samorządowych. Których my po prostu nie znamy. Tu jest szereg problemów, które należy poznać i zanalizować, ale przede wszystkim, do których należy dotrzeć. Choćby te sposoby spędzania wolnego czasu. Z mojego punktu widzenia, jako mieszkańca, brakuje tu na przykład porządnej restauracji, kawiarni i innego typu lokali, które powinny funkcjonować.</p>
<p><br />
</p>
<p><em><strong>Sprzyjamy rozwojowi. Organizacje mają zielone światło. </strong></em></p>
<p><em><strong><br />
</strong></em></p>
<p><strong>A czy w związku z tym, dzielnica robi coś w tym kierunku?</strong></p>
<p>Dzielnica wszędzie szuka wsparcia, inicjatyw wraz z pozyskiwaniem środków. Jak wszyscy wierzy, że najważniejsi są ludzie, ale bez zabezpieczeń budżetowych trudności się piętrzą.</p>
<p><strong>A w ramach konsultacji społecznych i programów dla młodych przedsiębiorców, może warto pójść w tę stronę, właśnie na spotkaniach takie kwestie poruszać?</strong></p>
<p>My mamy tylko obowiązek sprzyjania rozwojowi i sprzyjania inicjatywom, ale nie zawsze ma to przełożenie na zysk, który zakładają przedsiębiorcy. Najlepszy przykład – jadąc do Selgrosu, na końcu Modlińskiej, po lewej stronie jest Fort Piątek. Tam właścicielka urządziła restaurację i inne obiekty, które nie do końca trafiły w potrzeby społeczne. Obszarowo jesteśmy wielką dzielnicą Warszawy, stąd każdy wyjazd to dla mieszkańca wyprawa.</p>
<p><strong>Są także kwestie, na które dzielnica ma wpływ. Czy urząd organizuje konsultacje społeczne z mieszkańcami Białołęki? </strong></p>
<p>My wiemy jakie są potrzeby. Źle by było, gdyby samorządowcy nie wiedzieli jakie oczekiwania mają mieszkańcy. Nie mamy jednak w pełni środków na ich realizację. Wiemy, że nasz Białołęcki Ośrodek Kultury dobrze działa. Wiemy też, że jest za mały, więc alternatywą byłyby wybudowanie takiego ośrodka na Zielonej Białołęce. Z moich obserwacji wynika, że trzeba stworzyć ofertę kulturalną dla mieszkańców powyżej 50 roku życia. W tej kadencji otworzyliśmy Centrum Aktywności Seniora, zorganizowaliśmy dom dziennej opieki dla osób upośledzonych, utworzyliśmy Uniwersytet III Wieku. Staramy się wspierać wszystkie inicjatywy, które jednoczą ludzi i są dobre. Najgorsze co można zrobić, to zostawić ludzi samych sobie. Trzeba pomagać im się spotykać i działać razem. Przy Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego jest przedstawiciel Urzędu Dzielnicy Białołęka m.st. Warszawy wchodzący w skład Dzielnicowej Komisji. </p>
<p><strong>A jakie działania wspierające organizacje pozarządowe są realizowane w urzędzie?</strong></p>
<p>U nas organizacje pozarządowe mają zielone światło, które wspieram. Mam oczywiście pewne zastrzeżenia. Chciałbym uporządkowania ich działalności. Uważam, że lepiej zrobić 10 czy 15 imprez pod patronatem burmistrza, ale muszą to być imprezy perfekcyjnie przygotowane. Emeryci i renciści to ludzie z doświadczeniem życiowym, w większości po studiach, których byle czym się nie zadowoli. Trzeba mieć więc pomysł. Z drugiej strony, trzeba to też sensownie zaplanować, trzeba znać się na pracy, wiedzieć, ile co kosztuje. Widząc rozwój tych organizacji na Białołęce planujemy przygotowanie kolejnych lokali na ich potrzeby. </p>
<p><br />
</p>
<p><em><strong>Rada osiedla dobrym duchem tego osiedla</strong></em></p>
<p><em><strong><br />
</strong></em></p>
<p><strong>Swoją samorządową karierę rozpoczynał Pan w radzie osiedla. Jaką rolę w edukacji samorządowców odgrywają rady osiedli? </strong></p>
<p>Uważam, że moja edukacja samorządowa miała bardzo dobry przebieg.. Ubolewam nad tym, że tak mało samorządowców zaczyna działalność od podstaw jakimi są rady osiedla. Rady osiedla są podstawowym instrumentem społecznym, który działa na rzecz mieszkańców. To one najwięcej widzą: gdzie brakuje przystanku, dlaczego droga nie jest gotowa, dlaczego jej budowa toczy się tak długo. Dlaczego nie ma tego, tamtego i owego. Rada osiedla jest bardzo ważnym czynnikiem kształtującym opinie, postawy, kierunki. Wszystkie informacje z rad osiedli powinny być przekazywane radnym dzielnicowym. Zresztą radni powinni wywodzić się z rad i być z nimi w stałym kontakcie. Powinni być na bieżąco z życiem mieszkańców. Jeśli radny nie pracował w radzie osiedla, to nie zna lokalnych problemów, nie wie, czym żyją ludzie. W Warszawie znajdziecie wiele przykładów, że radni nie spotykają się z radami osiedli. Może się ich obawiają uważając za konkurentów wyborczych.</p>
<p><strong>A jak to jest na Białołęce?</strong></p>
<p>W latach 90. było zdecydowanie lepiej. Dziś nie widzę, by przewodniczący Rady Dzielnicy współpracował z radami osiedli w szerszym zakresie. Można to oczywiście usprawiedliwiać tym, że część zadań w ramach rad osiedli przejęły na siebie wspólnoty mieszkaniowe. Ale ich kompetencje są różne. Wspólnota zajmuje się mieszkańcami jednego budynku, a rada osiedla ma łączyć różne interesy, często niby drobiazgowe, ale powodujące niekiedy waśnie i konflikty. Rada osiedla ma być takim dobrym duchem tego osiedla, formułującym wystąpienia i postulaty do władz. Rada osiedla ma dbać o interesy mieszkańców.</p>
<p><strong>A jacy są ci mieszkańcy, dla których Państwo pracujecie? Jakby Pan scharakteryzował przeciętnego mieszkańca czy mieszkankę Białołęki? ? </strong></p>
<p>Mieszkaniec Białołęki jest w większości osobą młodą, w przedziale wiekowym około 35 lat z tendencją nieznaczną w dół i w górę, osobą ambitną, w dużym stopniu wykształconą, i z zamysłem, że w Warszawie znajdzie swoje miejsce. Jeden od razu melduje się i mieszka, a drugi bada jeszcze tę Warszawę, czy się nadaje, czy chce tu mieszkać Pomimo tych wszystkich różnic pomiędzy Zieloną Białołęką i Tarchominem, jest coś co ich łączy. Te różnice, o których mówiłem są twórcze, bo każdy chce coś lepszego dla siebie. Chodzi oczywiście o wymiar lokalny, w perspektywie Białołęki. To, co jest najbardziej tchnące optymizmem, to cechujący tutejszych mieszkańców lokalny patriotyzm. Niby trochę ubolewają, że nie ma tego, czy tamtego, ale skoro im jest tu dobrze, to się nie wyprowadzają, a wręcz identyfikują się z Białołęką. </p>
<p><strong>A co ci mieszkańcy Białołęki mogą zrobić dla Białołęki, żeby się tutaj lepiej wszystkim  żyło?</strong></p>
<p>Myślę, że przede wszystkim kontynuować inwestowanie w siebie. Kiedy mieszkańcy będą bardziej roztropni i rozważni, to będą mieć inne oczekiwania od urzędu. Urząd musi realizować potrzeby mieszkańców. Wzajemne partnerstwo jest jedynym wyjściem. Idzie taki trend, że powoli uzyskują wiedzę, o tym, co urząd może i formują oczekiwania co do możliwości urzędu.</p>
<p><br />
</p>
<div><em>Wywiad przeprowadziły</em></div>
<div><em>Anna Czyżewska (Mam Prawo Wiedzieć)</em></div>
<div><em>Iwona Ciećwierz (Masz Głos Masz Wybór)</em></div>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><em><strong>Andrzej Opolski</strong>, urodził się w 1946 roku w Zgorzelcu. Na Białołęce mieszka od 1995. Tu otrzymał mieszkanie. Wybór dzielnicy był spowodowany nie tylko jej urodą, ale także wygodą wynikającą z bliskości działki. Jest byłym wojskowym. Zawsze angażował się w działalność społeczną. Był kuratorem dla nieletnich. Zajmowałem się także szkolnictwem. W tej pracy trzeba lubić ludzi. Przez 3 kadencje byłem przewodniczącym rady osiedla Nowodwory I. Dwie kadencje pracował jako radny, a od 2006 roku pełni funkcję zastępcy burmistrza tej dzielnicy. Dziś uważa, że nie zmieniłby Białołęki na żadne inne miejsce w Warszawie. Uważa, że takich regionalnych patriotów jak On jest coraz więcej. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/andrzej-opolski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>prezydent Stanisław Wyganowski</title>
		<link>http://www.halowarszawo.pl/prezydentwyganowski/</link>
		<comments>http://www.halowarszawo.pl/prezydentwyganowski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Jun 2010 14:03:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>halo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Prezydenci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.halowarszawo.pl/?p=129</guid>
		<description><![CDATA[Halo Warszawo!: Jak to się stało, że trafił pan do samorządu? 
Stanisław Wyganowski: – Od początku mojej kariery zawodowej   byłem związany z urbanistyką. Skończyłem ekonomię w Szkole Głównej   Handlowej i w 1954 r. zostałem przyjęty do Towarzystwa Urbanistów   Polskich, skupiającego osoby różnych profesji, które zajmowały się   sprawami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><strong>Halo Warszawo!: Jak to się stało, że trafił pan do samorządu? </strong></div>
<div><strong><a href="http://www.um.warszawa.pl/v_syrenka/miasto/prezydenci-43.htm">Stanisław Wyganowski</a>:</strong> – Od początku mojej kariery zawodowej   byłem związany z urbanistyką. Skończyłem ekonomię w Szkole Głównej   Handlowej i w 1954 r. zostałem przyjęty do Towarzystwa Urbanistów   Polskich, skupiającego osoby różnych profesji, które zajmowały się   sprawami planowania przestrzennego gospodarki miejskiej, gospodarki   komunalnej. Do dziś jestem zaangażowany w działania Towarzystwa. Gdy w   połowie lat 70. z wilczym biletem zwolniono mnie z funkcji dyrektora   Instytutu Urbanistyki i Architektury, wyjechałem do Algierii, i w tym   czasie uzyskałem tytuł doktora nauk ekonomicznych. W Algierii tworzyłem   zespół zajmujący się tworzeniem planu zagospodarowania tzw. Mitiji,   terenu wielkości województwa mazowieckiego, w którego skład wchodził   Algier i miasta, miejscowości satelity, położone na żyznych ziemiach nad   Morzem Śródziemnym. Potem jako szef zespołu opracowywałem tzw. <em>code   d’urbanisme</em> – spis różnych przepisów prawnych, które są niezbędne,   by w fazie planowania i podczas realizacji były zachowane odpowiednie   procedury. Gdy w 1980 r. wróciłem do Polski, od razu włączyłem się w   struktury powstającej właśnie Solidarności. W 1990 r. premier Mazowiecki   szukał kogoś, kto mógłby objąć stanowisko prezydenta Warszawy, byłby   autorytetem i fachowcem. Zasięgnął opinii w środowisku. Nie wiedziałem,   że były prowadzone jakieś rozmowy w tej sprawie. To było dla mnie duże   zaskoczenie.</div>
<div><strong> </strong></div>
<div><strong>A jaka była sama Warszawa? Jakie wyzwania stanęły przed   ogólnomiejskim samorządem? </strong></div>
<div><strong>S.W:</strong> – Gdy zostałem prezydentem Warszawy, najważniejszą   kwestią było utrzymanie – pomimo problemów finansowych – istniejących   dotychczas standardów szeroko rozumianej obsługi mieszkańców   (komunikacja, wodociągi, śmieci itd.). Ustawa dotycząca finansów miasta,   którą opracowano, opierając się na opinii ekspertów od prawa   podatkowego, okazała się „niesprawiedliwa”. Przyznawała gminom pieniądze   proporcjonalnie do wysokości wpływów. Wkrótce okazało się, że między   Śródmieściem, gdzie było dużo instytucji płacących podatki, a   najbiedniejszą gminą stosunek przychodów był jak 1 do 6. Zacząłem więc   walczyć o zmianę tego systemu. My, jako miasto, mieliśmy bardzo mało   pieniędzy, a głównym problemem było utrzymanie standardów życia, np.   dostarczanie ciepła. Przed nami były awarie, remonty systemów   ciepłowniczych, stary psujący się sprzęt. Do tego dochodziły inne   problemy związane z infrastrukturą. Najodpowiedniejszy będzie przykład   metra. Państwo, które wcześniej w znacznej mierze finansowało jego   budowę, cofnęło swoje dotacje. Sami musieliśmy je finansować. To było   ogromne wyzwanie i jeszcze większa odpowiedzialność przed mieszkańcami   miasta.</div>
<div><strong> </strong></div>
<div><strong>Jakie teraz, pana zadaniem, są główne problemy samorządnej   Warszawy? </strong></div>
<div><strong>S.W:</strong> – Moje zarzuty co do obecnej sytuacji miasta dotyczą   przede wszystkim systemu zarządzania. Miasta metropolie, takie jak   Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź czy Trójmiasto, muszą być zarządzane   inaczej. Uważam, że w czasie reformy administracyjnej należało zostawić   województwo stołeczne jako subregion Mazowsza. Obecny sposób  zarządzania  sprawia, że Warszawa rządzi się sobie, a siedemdziesiąt  gmin dookoła  Warszawy – sobie. W tym „obwarzanku” mieszka milion  trzysta tysięcy  ludzi. Drugie tyle, co w Warszawie. Studia dotyczące  zagospodarowania  „obwarzanka” pozostają faktem wirtualnym. Obecnie  zespół pod  przewodnictwem prezydenta Włodzimierza Paszyńskiego  opracowuje studium  dla Warszawy. Objął on jednak stolicę w granicach  administracyjnych. Tu  nie chodzi o centralizację, ale o wspólne  planowanie, np. komunikacji,  parkingów, ale też krajobrazu dookoła  miasta. Niespójna zabudowa,  reklamy, to w dużej mierze wina tego, że  każda gmina prowadzi własną  politykę.</div>
<div><strong> </strong></div>
<div><strong>A jaką rolę w tej sytuacji odgrywa ustrój Warszawy, który na   przestrzeni tych 20 lat też się kilkakrotnie zmieniał, zaburzając   wypracowaną równowagę i koncepcję?</strong></div>
<div><strong>S.W:</strong> – Po 1989 r. oddano władzę dzielnicom. Jako względnie   niezależne gminy same o sobie decydowały i dzięki temu dość dobrze się   rozwijały. Byłem początkowo zwolennikiem tej koncepcji. Były jednak   kłopoty z finansowaniem potrzeb miasta, zwłaszcza w dziedzinie   infrastruktury. Potem była próba pośrednia, tzw. plan metropolitalny, i   wreszcie do dziś obowiązująca „ustawa warszawska” z 2002 r. To zmieniło   dotychczasową sytuację, system stał się wtedy całkowicie   scentralizowany. Wszelkie decyzje musiały być podpisane przez   prezydenta, a poszczególne dzielnice, czy nawet osoby mogły decydować   jedynie na podstawie upoważnienia. Sytuacja bywała bardzo trudna, bo   wszystko zależało oczywiście od interpretacji. Efekty tego były fatalne.   Powstały zatory decyzyjne. Poszczególne dzielnice przestały się   rozwijać. Dziś sytuacja nie wygląda źle, prezydent Hanna   Gronkiewicz-Waltz stara się współpracować z burmistrzami dzielnic.</div>
<div><strong> </strong></div>
<div><strong>Brak zaufania władzy do władzy?</strong></div>
<div><strong>S.W:</strong> – Jest to obecnie poważny problem nie tylko w   Warszawie, ale w ogóle w Polsce. Pamiętam, gdy pracowaliśmy w Komitetach   Obywatelskich, ludzie mieli ze sobą kontakt, współpracowali,   rozmawiali. Teraz ta odległość obywatela od władzy jest zdecydowanie   dużo większa niż w 1990 r. Ogólny wskaźnik zaufania społecznego   obywateli wynosi dla Polski to 14%, podczas gdy dla Zachodniej Europy   wynosi około 80%. W Warszawie nie jest lepiej. Tutaj nie pomagają   grodzone osiedla. Nie pomaga „gettoizacja”, tworzenie enklaw. Grodzenie   osiedli powoduje negatywne procesy społeczne. Oddalamy się od siebie:   sąsiedzi od sąsiadów; obywatele od władzy; władza od obywateli. A   Warszawa od swojego „obwarzanka”.</div>
<div><strong> </strong></div>
<div><strong>Ale są chyba jakieś pozytywne aspekty? Co sprawia, że są   miejsca, gdzie ten wskaźnik zaufania społecznego wzrasta?</strong></div>
<div><strong>S.W:</strong> – To zależy od lokalnej społeczności. Tam gdzie władza   jest stabilna, wskaźnik rośnie. Przez trzy lata byłem w zespole   wybierającym najlepszą gminę w Polsce, jeździłem po kraju i widziałem   bardzo duże różnice między miasteczkami w zależności od tego, jaka ekipa   jest u władzy. Czy budziła zaufanie, czy nie. Równie ważne jest, aby  to  władza miała zaufanie do ludzi. Nie wyobrażam sobie, abym na takim   stanowisku, na jakim byłem, nie miał zaufania do ludzi, z którymi   pracuję i do ludzi wokół. Nie można z góry zakładać złej woli.</div>
<div><strong> </strong></div>
<div><strong>Co pan może ze swojej perspektywy poradzić warszawiakom i   warszawiankom, by Warszawa lepiej się rozwijała? </strong></div>
<div><strong>S.W:</strong> – Dużą rolę odgrywają teraz NGO-sy, organizacje   pozarządowe, takie jak wasze. Podam przykład Pola Mokotowskiego. To brak   rozsądku, żeby je zabudowywać. Jako warszawiak też z niego korzystam,   biegam z kijkami. Takie miejsce jest bardzo potrzebne. Dlaczego udało   się je uratować? Bo mieszkańcy się tą sprawą zainteresowali. Trzeba   tworzyć ruch, zwiększać zainteresowanie zarówno mieszkańców, jak i nawet   władz lokalnych. Przecież w samorządzie chodzi o to, że „nie ja sam   rządzę, ale społeczeństwo rządzi”. Trzeba wybierać swoich   przedstawicieli i poprzez nich oddziaływać, uczestniczyć. Panie, wy   jesteście zainteresowane. To wspaniałe, to ważne. Oby więcej takich jak   wy!</div>
<div><em>Wywiad przeprowadziły</em></div>
<div><em>Anna Czyżewska (mamprawowiedziec.pl)</em></div>
<div><em>Iwona Ciećwierz (Masz Głos Masz Wybór)</em></div>
<div><em>Maja Rzeplińska (mamprawowiedziec.pl)</em></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.halowarszawo.pl/prezydentwyganowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

