Andrzej Opolski jest zastępcą Burmistrza Dzielnicy Białołęka m.st. Warszawy. Rozmawiamy z nim o radach osiedli, warszawskich „bezpaństwowcach”, współpracy z organizacjami i konsultacjach społecznych, które mają ułatwić i umilić życie białołęczan.
Halo Warszawo!: Połowa lat 90. to nie tylko moment, gdy wprowadził się Pan na Białołękę, czas kiedy zaczął Pan tutaj działać. To przed wszystkim okres, gdy Białołęka kształtowała się jako dzielnica. W 1994 odłączyła się do Pragi Północ i zaczęła być niezależną, samodzielną, dorosłą dzielnicą. Jakie wyzwania stały przed lokalnym samorządem w okresie pierwszych dwóch kadencji?
Andrzej Opolski: To czas, gdy zaczęła się dokonywać integracja mieszkańców, którzy wcześniej działali w różnych interesach, nie zawsze wspólnych. Od 1994 roku musiało się to zacząć zmieniać. Z jednej strony to czas dynamicznego rozwoju, planowania. Formułowano plany pod budowy i inwestycje. Nie było ani dróg, ani spójności myślenia. Nikt się nie spodziewał, że na terenach, które w okresie PRL przeznaczono pod inwestycje przemysłowe będzie się stawiać budynki mieszkalne. Drugą sprawą było niewielkie doświadczenie powstającego samorządu.
A dziś, co jest największym wyzwaniem dla Białołęki?
Białołęka jest młodą dzielnicą. Cały czas się rozbudowuje. Tutaj jest 85 tysięcy osób zameldowanych i około 30 – 40 tysięcy, jak mówimy, „bezpaństwowców”. To ci, którzy mieszkają na Białołęce od poniedziałku do piątku, bo pracują w Warszawie. W piątek wsiadają w samochód i jadą do rodziny. W tym kontekście największą naszą bolączką jest to, że nie integrują się z dzielnicą, a także, że nie płacą podatków. A to właśnie pośrednio wspiera rozwój dzielnicy.
„Bezpaństwowcy” – mieszkańcy, którzy się nie przejmują
A jaki jest stosunek tych nowych mieszkańców do władz samorządowych?
To ciągle jest kwestia odpowiedzialności za lokalną społeczność i za samorząd. Na przykład koszty utrzymania całej infrastruktury. Dziś mieszkańcy w ogóle się tym nie przejmują. Uważają, że woda musi być doprowadzona, kanalizacja musi być doprowadzona. Nie pytają, jakie to są koszty, ale mówią: „oni tam w samorządzie to muszą zrobić”. To także specyfika dynamicznego rozwoju dzielnicy. Każdego roku przeprowadza się tu ponad pięć – osiem tysięcy osób, często tzw. „obieżyświatów”, którzy nie mają dystansu w ocenie tego, co można zrobić w samorządzie w określonym czasie przy określonym budżecie.
Należy pamiętać, że władza w każdej warszawskiej dzielnicy ma tylko częściowy wpływ, na to co się dzieje na jej terenie. Jest to związane z tzw. „ustawą warszawską” z 2002 roku, na mocy której Warszawa została gminą mającą status miasta na prawach powiatu, a dzielnice zostały jednostkami pomocniczymi z określonymi kompetencjami. Są takie kwestie, na które my, jako dzielnica, mamy mniejszy, niż oczekują mieszkańcy, wpływ.
A czy jest w urzędzie jakiś pomysł na pracę z ludźmi, którzy są takimi „bezpaństwowcami”, którzy mieszkają tu, a się nie meldują? Była w tym roku akcja „Brat PIT” zrealizowana przez Urząd Miasta. A jaki pomysł ma sama Białołęka?
Uważam, że potrzebne są gruntowne badania socjologiczne, które pozwoliłyby poznać mieszkańców dzielnicy, ich potrzeby i oczekiwania, szczególnie tych niezameldowanych, którzy nie angażują się w życie wspólnot mieszkaniowych, którzy nie biorą udziału w wyborach samorządowych. Których my po prostu nie znamy. Tu jest szereg problemów, które należy poznać i zanalizować, ale przede wszystkim, do których należy dotrzeć. Choćby te sposoby spędzania wolnego czasu. Z mojego punktu widzenia, jako mieszkańca, brakuje tu na przykład porządnej restauracji, kawiarni i innego typu lokali, które powinny funkcjonować.
Sprzyjamy rozwojowi. Organizacje mają zielone światło.
A czy w związku z tym, dzielnica robi coś w tym kierunku?
Dzielnica wszędzie szuka wsparcia, inicjatyw wraz z pozyskiwaniem środków. Jak wszyscy wierzy, że najważniejsi są ludzie, ale bez zabezpieczeń budżetowych trudności się piętrzą.
A w ramach konsultacji społecznych i programów dla młodych przedsiębiorców, może warto pójść w tę stronę, właśnie na spotkaniach takie kwestie poruszać?
My mamy tylko obowiązek sprzyjania rozwojowi i sprzyjania inicjatywom, ale nie zawsze ma to przełożenie na zysk, który zakładają przedsiębiorcy. Najlepszy przykład – jadąc do Selgrosu, na końcu Modlińskiej, po lewej stronie jest Fort Piątek. Tam właścicielka urządziła restaurację i inne obiekty, które nie do końca trafiły w potrzeby społeczne. Obszarowo jesteśmy wielką dzielnicą Warszawy, stąd każdy wyjazd to dla mieszkańca wyprawa.
Są także kwestie, na które dzielnica ma wpływ. Czy urząd organizuje konsultacje społeczne z mieszkańcami Białołęki?
My wiemy jakie są potrzeby. Źle by było, gdyby samorządowcy nie wiedzieli jakie oczekiwania mają mieszkańcy. Nie mamy jednak w pełni środków na ich realizację. Wiemy, że nasz Białołęcki Ośrodek Kultury dobrze działa. Wiemy też, że jest za mały, więc alternatywą byłyby wybudowanie takiego ośrodka na Zielonej Białołęce. Z moich obserwacji wynika, że trzeba stworzyć ofertę kulturalną dla mieszkańców powyżej 50 roku życia. W tej kadencji otworzyliśmy Centrum Aktywności Seniora, zorganizowaliśmy dom dziennej opieki dla osób upośledzonych, utworzyliśmy Uniwersytet III Wieku. Staramy się wspierać wszystkie inicjatywy, które jednoczą ludzi i są dobre. Najgorsze co można zrobić, to zostawić ludzi samych sobie. Trzeba pomagać im się spotykać i działać razem. Przy Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego jest przedstawiciel Urzędu Dzielnicy Białołęka m.st. Warszawy wchodzący w skład Dzielnicowej Komisji.
A jakie działania wspierające organizacje pozarządowe są realizowane w urzędzie?
U nas organizacje pozarządowe mają zielone światło, które wspieram. Mam oczywiście pewne zastrzeżenia. Chciałbym uporządkowania ich działalności. Uważam, że lepiej zrobić 10 czy 15 imprez pod patronatem burmistrza, ale muszą to być imprezy perfekcyjnie przygotowane. Emeryci i renciści to ludzie z doświadczeniem życiowym, w większości po studiach, których byle czym się nie zadowoli. Trzeba mieć więc pomysł. Z drugiej strony, trzeba to też sensownie zaplanować, trzeba znać się na pracy, wiedzieć, ile co kosztuje. Widząc rozwój tych organizacji na Białołęce planujemy przygotowanie kolejnych lokali na ich potrzeby.
Rada osiedla dobrym duchem tego osiedla
Swoją samorządową karierę rozpoczynał Pan w radzie osiedla. Jaką rolę w edukacji samorządowców odgrywają rady osiedli?
Uważam, że moja edukacja samorządowa miała bardzo dobry przebieg.. Ubolewam nad tym, że tak mało samorządowców zaczyna działalność od podstaw jakimi są rady osiedla. Rady osiedla są podstawowym instrumentem społecznym, który działa na rzecz mieszkańców. To one najwięcej widzą: gdzie brakuje przystanku, dlaczego droga nie jest gotowa, dlaczego jej budowa toczy się tak długo. Dlaczego nie ma tego, tamtego i owego. Rada osiedla jest bardzo ważnym czynnikiem kształtującym opinie, postawy, kierunki. Wszystkie informacje z rad osiedli powinny być przekazywane radnym dzielnicowym. Zresztą radni powinni wywodzić się z rad i być z nimi w stałym kontakcie. Powinni być na bieżąco z życiem mieszkańców. Jeśli radny nie pracował w radzie osiedla, to nie zna lokalnych problemów, nie wie, czym żyją ludzie. W Warszawie znajdziecie wiele przykładów, że radni nie spotykają się z radami osiedli. Może się ich obawiają uważając za konkurentów wyborczych.
A jak to jest na Białołęce?
W latach 90. było zdecydowanie lepiej. Dziś nie widzę, by przewodniczący Rady Dzielnicy współpracował z radami osiedli w szerszym zakresie. Można to oczywiście usprawiedliwiać tym, że część zadań w ramach rad osiedli przejęły na siebie wspólnoty mieszkaniowe. Ale ich kompetencje są różne. Wspólnota zajmuje się mieszkańcami jednego budynku, a rada osiedla ma łączyć różne interesy, często niby drobiazgowe, ale powodujące niekiedy waśnie i konflikty. Rada osiedla ma być takim dobrym duchem tego osiedla, formułującym wystąpienia i postulaty do władz. Rada osiedla ma dbać o interesy mieszkańców.
A jacy są ci mieszkańcy, dla których Państwo pracujecie? Jakby Pan scharakteryzował przeciętnego mieszkańca czy mieszkankę Białołęki? ?
Mieszkaniec Białołęki jest w większości osobą młodą, w przedziale wiekowym około 35 lat z tendencją nieznaczną w dół i w górę, osobą ambitną, w dużym stopniu wykształconą, i z zamysłem, że w Warszawie znajdzie swoje miejsce. Jeden od razu melduje się i mieszka, a drugi bada jeszcze tę Warszawę, czy się nadaje, czy chce tu mieszkać Pomimo tych wszystkich różnic pomiędzy Zieloną Białołęką i Tarchominem, jest coś co ich łączy. Te różnice, o których mówiłem są twórcze, bo każdy chce coś lepszego dla siebie. Chodzi oczywiście o wymiar lokalny, w perspektywie Białołęki. To, co jest najbardziej tchnące optymizmem, to cechujący tutejszych mieszkańców lokalny patriotyzm. Niby trochę ubolewają, że nie ma tego, czy tamtego, ale skoro im jest tu dobrze, to się nie wyprowadzają, a wręcz identyfikują się z Białołęką.
A co ci mieszkańcy Białołęki mogą zrobić dla Białołęki, żeby się tutaj lepiej wszystkim żyło?
Myślę, że przede wszystkim kontynuować inwestowanie w siebie. Kiedy mieszkańcy będą bardziej roztropni i rozważni, to będą mieć inne oczekiwania od urzędu. Urząd musi realizować potrzeby mieszkańców. Wzajemne partnerstwo jest jedynym wyjściem. Idzie taki trend, że powoli uzyskują wiedzę, o tym, co urząd może i formują oczekiwania co do możliwości urzędu.
———————————————————————–
Andrzej Opolski, urodził się w 1946 roku w Zgorzelcu. Na Białołęce mieszka od 1995. Tu otrzymał mieszkanie. Wybór dzielnicy był spowodowany nie tylko jej urodą, ale także wygodą wynikającą z bliskości działki. Jest byłym wojskowym. Zawsze angażował się w działalność społeczną. Był kuratorem dla nieletnich. Zajmowałem się także szkolnictwem. W tej pracy trzeba lubić ludzi. Przez 3 kadencje byłem przewodniczącym rady osiedla Nowodwory I. Dwie kadencje pracował jako radny, a od 2006 roku pełni funkcję zastępcy burmistrza tej dzielnicy. Dziś uważa, że nie zmieniłby Białołęki na żadne inne miejsce w Warszawie. Uważa, że takich regionalnych patriotów jak On jest coraz więcej.







You made some first rate factors there. I seemed on the internet for the difficulty and found most people will associate with with your website.
Autor: tudung lycra — 29 maja 2011, 05:32
justin bieber is dumb
Autor: Slender — 13 sierpnia 2011, 03:36
I subscribed to your RSS. Thank you for that straightforward directions.
Autor: Wilson Jackosn — 13 sierpnia 2011, 12:12